Jeden talent na metr kwadratowy

Wielu moich przyjaciół i znajomych ma rozmaite talenty. Jeden z nich jest mistrzem w tenisie ziemnym, lata po całym świecie, gra w najbardziej prestiżowych turniejach i zdarzyło mu się wystąpić w Australia Open i na Wimbledonie. Jedna z moich koleżanek przepięknie śpiewa, a kolega robi fenomenalne zdjęcia. Gdybym miała wymienić ich wszystkich post zawierałby tysiąc słów, a Ty znudziłbyś się już pierwszym akapitem. Chciałam jednak zwrócić uwagę na coś innego. Jak o nich myślę to mam wrażenie, że moje talenty w porównaniu do ich talentów są małe, nic nie znaczące i nie tak spektakularne. W najgorszym wypadku, dochodzę do wniosku, że może ja nie mam żadnego talentu?

Kilka tygodni temu w moim mieście odbył się konkurs artystyczny – nOFFa. Wybrałam się tam dlatego, że brała w nim udział  moja koleżanka Basia (autorka Pisane Miodem, o którym kiedyś już wspominałam) i chciałam w końcu posłuchać tej zdolnej duszy na żywo. Po drugie zwieńczeniem wieczoru był koncert Mikromusic, czyli najlepszego, polskiego zespołu, #mylove.

Przyszłam na galę posłuchać finałowej piątki i szczęka mi opadła. Nie sądziłam, że na kilku metrach kwadratowych może się zmieścić tyle utalentowanych ludzi. Słuchając każdego następnego wykonania coraz bardziej się dziwiłam, dlaczego te dziewczyny (wszystkie finalistki były płci żeńskiej, przypadek?) nie wydają jeszcze płyt? Dlaczego nikt nie inwestuje w te talenty? Same komponują, same piszą teksty. No kurczę, przecież to właśnie takie osoby powinno się promować. Mam cichą nadzieję, że właśnie takie konkursy pomogą dostrzec zdolne artystki przez odpowiednie osoby.

Kiedy siedziałam zasłuchana na widowni, coraz bardziej czułam, jak odzywa się we mnie niespełnione marzenie. Od zawsze chciałam  śpiewać. Znam to powiedzonko, że śpiewać każdy może, ale niektórzy mogą śpiewać jedynie, kiedy nie ma nikogo w pobliżu i ja właśnie należę do tych osób. Mam słuch muzyczny, bo gram na pianinie, ale mój warsztat wokalny jest… tak naprawdę to w ogóle go nie ma. Owszem, mogłabym pochodzić na lekcje śpiewu i kiedyś to zrobię, ale na chwilę obecną nie mam takiej możliwości. Zazdroszczę osobom, które mają  talent wokalny, tego że mogą wywołać uśmiech, wzruszenie, zadumę swoim głosem. Być może, uważam śpiewanie za niezwykłą umiejętność, bo to moje niespełnione, ukryte marzenie.

Na koniec wszystkich występów, koncert zagrał zespół Mikromusic. Niezwykle doceniam wysiłek i gust muzyczny organizatorów, że do mojego nieco ponad trzydziestotysięcznego miasta zaprosili grupę muzyczną kierującą swoją twórczość do, powiedzmy, konkretnej grupy odbiorców. Spodziewałabym się prędzej tutaj Zenka Martyniuka albo Dody, choć oni tutaj też już grali.
Nie wiem, czy powinnam się przyznawać, ale byłam tak szczęśliwa, gdy usłyszałam pierwszą piosenkę, że zaszkliły mi się oczy. Na żywo głos Natalii brzmi jeszcze piękniej i bardziej aksamitnie. Całą salę wypełniła mikrowrażliwość i mikroinność, za którą ten zespół cenię najbardziej. Miałam ciarki, a to podobno oznaka, że muzyka jest genialna, czyż nie?

Nie wiem, czy to prawda, że każdy ma jakiś talent. Wiem natomiast, że na świecie żyje mnóstwo ludzi z ogromnym talentem, często przez nikogo nie odkrytym. I wiem jeszcze jedną rzecz, którą uświadomił mi przyjaciel tenisista, o którym wspomniałam wcześniej. Talent to tylko połowa sukcesu, reszta to ciężka praca, strużka potu na czole i dużo szczęścia. Dlatego kończę i śmigam pograć na pianinie. Mój nauczyciel, wciąż powtarza, że mam szansę zostać drugim Mozartem. Choć ja wolałabym być pierwszą Karoliną Kowalewską.

O talencie finalistek konkursu możesz przekonać się sam. Są genialne, prawda?

Grand Prix – Asia Nawojska

I miejsce ex aequo – Marta Fitowska oraz Monika Kowalczyk

II miejsce – Basia Małecka

Nagroda specjalna „nOFFa interpretacja” – Agnieszka Ozon