Małe niebo

Znowu napiszę o koncercie. O zdolnych ludziach, którzy wzięli w nim udział. O moim zachwycie nad ich talentem. Jeśli nie masz jeszcze dość to się cieszę, a jeśli masz dość to i tak o tym napiszę.

Podsiadło to najbardziej uroczy artysta w Polsce. Może nawet i na świecie, ale to trudno określić, bo świat jest duży, a ja całkiem mała. Jego koncerty mają niezwykłą atmosferę, która jest nie do podrobienia. Składa się na to jego muzyka, ale przede wszystkim jego… błyskotliwość. Nie znam nikogo innego, kto swoim krótkim, niewymuszonym żartem umiałby rozbawić całą publiczność. Kto, z każdą sytuację umie obronić  trafnym, idealnie dobranym żartem. Błyskotliwość w najbardziej uroczym wydaniu. Za serce ujął mnie moment, kiedy ktoś z publiczności krzyknął:
– Dawid!
– Tak? – zapytał ze sceny
-Uśmiech! – zawołał ktoś z publiczności
I wtedy na twarzy Dawida pokazał się uśmiech. I jak go nie uwielbiać?

Muzykę też robi fajną. Choć uważam, że na wczorajszym koncercie trochę zaryzykował. Najbardziej znane hiciory z radia zagrał w innych aranżacjach, bardziej wymagających. Odważył się pokazać coś innego. Mam wrażenie, że to ten czas, kiedy bardzo chce zerwać z wizerunkiem Dawida z X-Factora w kręconych loczkach  z trądzikiem na twarzy. Teraz jest Dawid, z krótkimi włosami, wąsikiem ubrany w marynarkę, robiący swoją muzykę. Kurczę, pokaż mi innego polskiego artystę, który jest w stanie sprzedać wszystkie bilety na kilka miesięcy przed koncertem! Kilometrowa kolejka do wejścia, sparaliżowany ruch w pobliżu Torwaru – tak było wczoraj. Sama widziałam. Zazwyczaj przyciąga albo muzyka albo osobowość. W jego przypadku przyciąga i jedno i drugie.

Mnie przyciągnęła jeszcze jedna bardzo istotna kwestia. Ta trasa Dawida przewidywała na każdym koncercie specjalnych gości. Wczoraj wystąpili między innymi Mela Koteluk, Kortez i Artur Rojek. Ta trójka należy do grona bardzo lubianych przeze mnie  artystów, dlatego zobaczyć ich wszystkich na jednej scenie, w jednym czasie to przyjemność. Interpretacja Korteza „W Dobrą Stronę” bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Choć na początku wydawała mi się trochę zrobiona na siłę to z każdym kolejnym dźwiękiem coraz bardziej się do niej przekonywałam. Ubolewam jedynie nad faktem, że w duecie Dawida z Melą, jej głos nie mógł się przebić. Słabo było ją słychać, co spowodowane było chyba niedopracowaniem technicznym. Smutek.

Bardzo nie chce, by ten post był hymnem pochwalnym dla Dawida, albo rozemocjonowanym zachwytem autorstwa szalonej fanki. Jednak od wczoraj mam ogromną chęć wyrażenia swoich pozytywnych emocji, które po prostu w mnie środku są i sobie tańczą. Wychodząc z koncertu pierwsze, co zrobiłam to zapisałam w notatniku pytania do wywiadu. Z  dziennikarską pasją nie wygrasz. Nie wiem, czy Dawid kiedykolwiek będzie chciał na nie odpowiedzieć, ale wierzę, że tak. Bo sumie, dlaczego nie?

Moi ulubieńcy zrobili małe niebo. Dobra, nie takie małe. Jestem twardą kobietką, ale wczoraj zaszkliły mi się oczy. Znowu.