(Nie)zwykła lekcja angielskiego

Dzisiejszy post to moje luźne przemyślenia, które męczą mnie od poniedziałkowej lekcji angielskiego. Uwielbiam na nie chodzić, nie tylko ze względu na moją sympatię do nauki języków, ale również dlatego, że moja nauczycielka jest cudowną osobą. Oprócz perfekcyjnej wymowy i znajomości angielskiego, jest niezwykle oczytaną i mądrą osobą. Dlatego właśnie tematem naszej ostatniej lekcji była… filozofia. Nie, to nie była lekcja, to była rozmowa – prawdziwa rozmowa o życiu, a właściwie o sensie życia. To była chyba jedna z niewielu rozmów w moim życiu, która zaabsorbowała mnie do tego stopnia, że postanowiłam podzielić, się tym z Tobą. 🙂 Wszystko zaczęło się od pytania, które znalazłyśmy w mojej nowej książce (zawsze kiedy kupię nową anglojęzyczną książkę muszę się nią pochwalić i zabieram ją na lekcję):

Do you ever wonder where life is taking you?”

I popłynęłyśmy… Tak bardzo zaintrygował nas ten temat, że nasza rozmowa trwała ponad godzinę, bo rzadko – przy dzisiejszym zabieganym świecie – mamy czas zastanowić się nad takimi sprawami. Nie mówię tu o przemyśleniach typu: „W przyszłości chciałabym mieć dom w Toskanii z pięknym widokiem” albo „Chciałabym skończyć studia i być prezes zarządu, jakiekolwiek zarządu”. Zadaję sobie jedno podstawowe pytanie:  Po co to wszystko?  Odpowiedź jest trudna, ale mam wrażenie, że im jest się starszym tym nieco łatwiej jest chociaż próbować na nie odpowiedzieć. Może wynika to z racji większego bagażu doświadczeń życiowych, szerszego spojrzenia na różne problemy? Nie wiem. Jeśli jednak nie spróbujemy o tym pomyśleć, będziemy niewolnikami dzisiejszego świata – pełnego komercji i ciągłej chęci posiadania więcej i więcej. Tutaj  muszę przyznać, że czasami sama wpadam w ten wir, bo pokusy krążą wokół nas z każdej strony niczym budki z kebabmi. 😛 Ale właśnie powinniśmy próbować się temu oprzeć – pokusom… i kebabom też, bo co za dużo to niezdrowo! Tak, ta zasada działa, zwłaszcza w przypadku kebabów. 😀 I kto wie, czy próba stworzenia własnej „filozofii” nam tego nie ułatwi? Czy nie pomoże nam w zrozumieniu tego co jest ważne, a na czym nie należy skupiać uwagi, co może zaczekać, a co w ogóle można odpuścić. Taka umiejętność dokonywania wyborów może w przyszłości okazać się bezcenna, wszak i obowiązków i pokus będzie przybywać. Zastanówmy się jak chcemy by wyglądało nasze życie.

Co więcej, rozmowa zainspirowała nie tylko mnie, ale również moją Panią od angielskiego! Jak? Z tematu filozofii, przeszyłyśmy do tematu szkoły. Tak, wiem, to dość odległe od siebie tematy, a może nie zupełnie. 😛 Zaczęłam opowiadać, że moim zdaniem w polskiej szkole za mało pracujemy w grupie, przez co w przyszłości nie mamy umiejętności pracy zespołowej, mówiąc kolokwialnie, nie potrafimy grać do wspólnej bramki. Na przykład, w Szwajcarii studenci większość zadań wykonują w grupie, nawet eseje pisze się w ten sposób! Należy się spotkać, ustalić wspólny plan, a potem każdy pisze poszczególny rozdział. Uczy to odpowiedzialności, przestrzegania zasad i integruje. Na bazie własnych doświadczeń uważam, że taka forma pracy to świetne rozwiązanie. Moje spostrzeżenia w tym temacie uświadomiły mojej Pani anglistce, że koniecznie musi wprowadzić taki sposób pracy na swoich lekcjach. Uwielbiam kiedy ludzie inspirują siebie nawzajem! A jeszcze bardziej cieszy mnie, jak ktoś lub coś inspiruje mnie! Taką inspiracją może być Twój komentarz, uwaga, spostrzeżenie.  Arlena Witt z kanału Po Cudzemu prosi tylko o miłe komentarze, a ja proszę tylko o inspirujące komentarze! 😀