Hej, hej, ho, ho!

Pamiętam, jak rok temu, tuż przed świętami napisałam swój pierwszy post w życiu. Nigdy nie opublikowany. Przez nikogo nieprzeczytany. I dobrze, bo najwybitniejszy nie był. W każdym razie, rozpisałam się o komercyjnym aspekcie świąt, o kłótniach, które wynikają podczas przygotowań. Przedstawiłam ten, z pozoru magiczny czas, w czarnych, ale rzeczywistych barwach.

Nigdy nie byłam na Wigilii, która przypominałaby tą z reklamy kawy. Nikt nie stroi się na tę kolację jak Janiak i Malinowska w reklamie Apartu. Bliżej nam do brytyjskiej tradycji „ugly, christmas sweater” i czerwonych skarpet w renifery. Nie widziałam u nikogo tak pięknie wystrojonego domu jak w amerykański filmach. Być może, mam mało kreatywnych i leniwych znajomych, lub najzwyczajniej w świecie idealne rzeczy nie istnieją. Jedyne co się zgadza to ładnie zapakowane prezenty. O to zawsze dbam, choć i tak ostatecznie do perfekcji z Pinteresta wiele mi brakuje.

Kiedy byłam młodsza (ahh, jak to było dawno temu…) zdarzało się, że w grudniu padał śnieg. Wtedy śnieg w czasie świąt nie był produktem deficytowym jak teraz. Siedząc przy oknie wypatrywałam pierwszą gwiazdkę, by w końcu otworzyć prezenty. Takie niespodziewane, oczekiwane. Pamiętam, jaką radość sprawiło mi zabawkowe pianinko. Pięknie zapakowane, owinięte czerwoną wstążką. Z ciekawością w oczach, rozdzierałam kolorowy papier by ujrzeć co jest w środku. Byłam tak szczęśliwa, że cały wieczór grałam własne, wymyślone melodie. Wtedy jeszcze nikt nie przypuszczał, że za kilka lat będę grała na prawdziwym pianinie, prawdziwe melodie. To był jeden z niewielu momentów, które faktycznie przypominały scenę z filmu. Był taki magiczny.

Dzisiaj ta magia mi ulatuje. Jak widzę tych wszystkich biegających z obłędem w oczach ludzi to w mojej głowie pojawia się pytanie „PO CO?!”. W jakim celu, ludzie wypruwają sobie flaki, żeby kupić najładniejszą choinkę, zdobyć największego karpia. Właśnie, przemyśl, zanim kupisz żywego karpia. Co roku, kiedy widzę te biedne ryby pływające w brudnych i ciasnych kontenerach mam łzy w oczach i jestem wściekła widząc ludzi, którzy je kupują, a potem jeszcze niosą je do domu w plastikowych torebkach. Warto pomyśleć, jak my byśmy się czuli będąc takim karpiem. Serio. Zmiana perspektywy gwarantowana. .Tutaj podsyłam link do kampanii „Jeszcze żywy karp”.

Teraz powinnam złożyć świąteczne życzenia. Od dwóch tygodni widzę je wszędzie, zaczynając od gazetek promocyjnych supermarketów  na opakowaniu papieru toaletowego kończąc. Przez to życzenia „Radosnych, zdrowych Świąt Bożego Narodzenia” tracą jakąkolwiek wartości. Nie lubię ich. Są oklepane i nikt nie zastanawia się nad ich sensem, recytując je niczym tabliczkę mnożenia.

Drogi Czytelniku,
życzę Ci dużo kreatywności i wiary w to, że można. Bo można dużo, tylko trzeba pracować. Ważne jest też, żeby się nie przepracować. Utrzymanie balansu jest trudne, ale kiedy już nauczy się go znajdować to życie jest łatwiejsze. Łatwiej jest też, mając wokół siebie kochanych i pozytywnych ludzi. Ja ich znalazłam i z każdym dniem coraz bardziej to doceniam, bo wiem jak trudno jest, gdy ich nie ma. Życzę Ci także, byś w nadchodzącym roku doświadczał dużo takich miłych chwil – z książką i herbatą, albo oglądając filmy, albo słuchając muzyki, albo pocąc się na siłowni. Nevermind. Ważne żebyś był szczęśliwy. Tak po prostu. Ach, i jeszcze jedno – kolega podczas wigilii klasowej powiedział mi bardzo ładne zdanie: „Życzę Ci, żeby abstrakcja stała się rzeczywistością.” Trochę niebezpieczna perspektywa, ale jakże przyjemna. Zaryzykuję i też Ci tego życzę.

PS Zapomniałam o najważniejszym. Dużo pysznego jedzenia. To jest czas, kiedy możesz jeść. Bez wyrzutów sumienia. Nawet Chodakowska pozwala.

PS 2 Mów, co chcesz, ale zdjęcia z lampkami są super, nawet jeśli przypominają te robione w podstawówce i publikowane na naszej klasie!