O tym, jak się nie witać.

Całus w policzek, przytulenie, podanie ręki, przybicie piątki albo zwykłe „cześć”. Na jak wiele sposób można się witać? I dlaczego wszelkie powitania tak bardzo mnie stresują?

Odkąd stałam się dojrzałą i poważną licelistką, w moim życiu nastąpiło wiele zmian. Z tych poważnych, bardziej zaczęłam doceniać ludzi wokół siebie, literaturę w ogóle – poważną i tę mniej poważną czy polską muzykę.  Natomiast te prozaiczne zmiany dotyczą na przykład wstawania pięć razy w tygodniu o 6.00 rano, ponieważ jak się wybiera szkołę w stolicy, mieszkając poza nią, to się potem cierpi, proszę państwa. Zmienił się również rytuał witania wśród moich znajomych. Teraz już nie wystarczy zwykłe „cześć”, ponieważ trzeba się przytulić, pocałować, przybić piątkę, sklejkę albo zatańczyć taniec radości. Ach no i jeszcze trzeba pamiętać, które przywitanie panuje wśród konkretnej grupy znajomych. I jak się tu nie pogubić?!

Najbardziej stresuje mnie, gdy daje komuś buziaka w policzek, a ten ktoś zamierzał się tylko ze mną przytulić. I następuję te spotkanie mojego zdezorientowanego, a jego zaskoczonego spojrzenia. Zazwyczaj uśmiecham się głupkowato, licząc na to, że mój zadrutowany, ale mimo wszystko serdeczny uśmiech załagodzi sytuację.

Choć i tak bardziej stresujące jest, gdy musisz się pożegnać ze swoimi dobrymi przyjaciółmi i świeżo poznanymi znajomymi, którzy stoją w jednej grupce. I wtedy, co wypada zrobić? Czy całować wszystkich? Dać całusa swoim przyjaciołom, a tamtym się tylko ukłonić? No właśnie, ja nigdy nie wiem. Decyduję się wtedy na najbardziej bezpieczne i jakże niekreatywne „cześć” kierowane do wszystkich. Nie będę się przecież całować z obcymi ludźmi – jakkolwiek brutalnie to nie brzmi.

Niezmiennie bawi mnie też sytuacja, gdy chcąc pocałować kogoś w policzek, źle w niego wyceluję i trafiam wtedy na oko, brodę lub czoło. Albo co gorsza, uderzymy się wzajemnie głowami, a to bywa bolesne. Z tego powodu nauczona doświadczeniem, nie witam się z nikim w biegu. Po prostu. Dla jego i mojego bezpieczeństwa.

Być może sposób witania się to sprawa błaha i prosta, jednak nie dla mnie. Myślę, że jeszcze nie raz będę musiała się szczerzyć i ratować sytuację, dlatego, że zrobiłam coś nie tak. Nie podałam ręki, bo akurat była cała klejąca od topniejcącego loda (tak, to cała ja), nie przytuliłam się, bo dałam całusa, albo na odwrót. Cóż, może roztrzepanym osobom jest to po prostu pisane?

A kiss on the cheek, a hug, to give somebody a high five or to simply say „hello”. How many ways can we greet somebody? And why am I so stressed about this?
Ever since I’ve become a mature high-school student, a lot of things have changed in my life. Regarding, those serious things, for example, I have started to appreciate the people around me, reading literature or listening to polish music. On the other hand, mundane things have changed too. For instance, I have to wake up at 6 a.m five days a week, because I chose a high school in Warsaw, but I don’t live there, so now I have to suffer. And, the ritual of greeting has changed too. Now, it’s not enough when you only say „hello”, you have to hug somebody, kiss them, give them a high five or perform a rain dance (oh, it’s a joke, of course ;)). And, you must remember which way of greeting is compulsory in certain groups of friends. So, is it possible to remember everything?
The most stressful situation is when you want to kiss somebody, but this person wants only to hug you. Then, my disorientation and their surprised glance meets. I smile then and hope that it’s enough to smooth things over.
What’s more, it’s really stressful when you have to say „goodbye” to your best friends and to people, which you have just met. Should I kiss everybody, or maybe only my friends? I never know, what is the best option. Every time, I only say „goodbye” – it is a safe and polite option. I don’t want to kiss unfamiliar people. I know, it sounds brutal haha. 
It’s really funny when you want to kiss somebody on the cheek, but you aim wrong, and you kiss them on the chin, forehead or eye. Or you head-butt each other. So, now I’m trained not to greet somebody when I am in a rush or when I run. It’s dangerous for me and for my friend.
Maybe, you think that greeting someone is a simple and trivial task, but not for me. I think that never again will I have to smile to smooth things over because I don’t shake the hand of somebody, because my hand is sticky, because of my ice cream, which I’m eating at this moment, or because I kiss somebody instead of hugging them or vice versa. Maybe, these ways of greeting are crazy people’s destiny?