Zrób komuś dobry dzień, po prostu

Podaj komuś rękawiczkę, która wypadła mu z torby, poratuj chusteczką higieniczną, pożycz długopis, przepuść na schodach lub się uśmiechnij. Tak po prostu, bez powodu. To przykład małych rzeczy, które paradoksalnie mają ogromną wartość, ale nic Cię nie kosztują.

Kilka lat temu, nigdy, przenigdy, nie odważyłabym się, śpiewać pod nosem, wymachiwać głową w rytm muzyki, idąc w centrum miasta. Nie miałabym na tyle odwagi, żeby po prostu się uśmiechnąć do obcej osoby na przystanku. Czułabym się dziwnie, śmiejąc się wraz ze straszą panią w autobusie. Teraz już wiem, że to był błąd.

Wszyscy gdzieś pędzą. Moi koledzy z klasy, moi rodzice, a najbardziej śpieszy się całe warszawskie centrum. Mam wrażenie, że są w tym tak zatraceni, że czasami nawet nie wiedzą gdzie tak pędzą. Złapałam się na tym, że były takie momenty, kiedy miałam jeszcze dużo czasu, a i tak biegłam. Z przyzwyczajenia? Nie wiem, być może. Szkoda, tylko, że nie zauważyłam, ile mnie omijało. Bo w tym pośpiechu, nie mamy czasu spojrzeć na nikogo innego i na nic innego. Ludzie biegną do tego metra, jakby za dwie minuty nie było kolejnego. Przepychają się na schodach ruchomych i przejściu dla pieszych, bo zaraz ucieknie im autobus. Czasami te dwie minuty są niezwykle cenne, fakt. Szczególnie w jesienne, mokre popołudnie, kiedy czekanie na peronie przez kolejne 30 minut na pociąg nie jest optymistycznym scenariuszem. Nie wmówisz mi jednak, że dzieje się tak zawsze.

Nie licz, że napiszę teraz o tym poradnik, bo jedyne co by z tego wyszło, to jak być pozytywnym czubkiem i rozumiem to jako wadę, a nie zaletę. Takie przypadki też znam i nie przepadam. Drobne gesty, miłe słowa, jeden telefon – subtelnie, a nie na siłę.  Choć nie zawsze trzeba też tryskać pozytywną energią, czasami wystarczy po prostu nie zarażać wszystkich dookoła swoim złym humorem. W życiu doświadcza się różnych emocji i trzeba nauczyć się, jak sobie z nimi radzić. A na pewno, afiszowanie się gorszym dniem i udowadnianie wszystkim, że czujesz się najgorzej na świecie nie jest rozwiązaniem. W takich chwilach, najbardziej docenia się właśnie,  nawet te najdrobniejsze, zainteresowanie innych, ale nie te wymuszone, a wynikające z troski.

Na przykład, w Wielkiej Brytanii pytanie „How are you?” brzmi jak mantra. Znają je wszyscy na świecie. Na powitanie od mojej ukochanej native speaker zawsze słyszę to krótkie, ale jakże pozytywne pytanie. Jedynie trzy słowa, a ile dają radości. Dla nich to naturalne i  mam nadzieję, że w Polsce będzie podobnie. Zmianę zaczynam od siebie.

Zatrzymaj się, rozejrzyj, i zrób komuś dzień dobry.

Miłego wieczoru.

PS Sasha, our conversation about differences between Polish and British culture was an inspiration for me to write this post! Thank you so much, honey. Finally, you can understand something! haha xoxo