A ja się cieszę!

Pewnie uznasz, że jestem dziwna i niedzisiejsza, ale ja naprawdę cieszę się, że wracam do szkoły. Już tydzień przed rozpoczęciem roku szkolnego od wszystkich moich znajomych i przyjaciół słyszę lamenty, żale i wyrazy wewnętrznego bólu, że trzeba wrócić do mordoru. A ja wtedy z uśmiechem odpowiadam, że bardzo lubię ten mordor.

Wiesz dlaczego? Jestem, jak to dzisiaj cudownie określiła moja koleżanka, pracusiem. Lubię jak cały mój tydzień jest przepełniony zajęciami, obowiązkami, spotkaniami –  czyli  rzeczami pożytecznymi. Pod koniec wakacji zawsze czuję, że dużo czasu zmarnowałam z telefonem w ręku, leniuchując w łóżku albo robiąc wielkie NIC. Owszem, czasami to jest potrzebne, ale w wakacje prawie wszyscy wyrabiają normę na najbliższe 5 lat. Poza tym, umówienie się na spotkanie w wakacje z moją paczką znajomych graniczy z cudem, ponieważ każdy jest w rozjazdach.

W czasie szkoły mnóstwo się dzieje. Pewnie znowu uznasz, że jestem dziwna razy dwa, ale lubię te zabieganie. Mój grafik, szczególnie w tym roku, będzie napięty do granic możliwości. Prowadzenie kalendarza i miliony przypomnień w telefonie to konieczność, żebym o niczym nie zapomniała.  Czuję się  bardziej komfortowo, kiedy cały mój tydzień jest zaplanowany i uschematyzowany. Wtedy nie ma miejsca na stratę czasu. Szkoła, zajęcia dodatkowe, spotkania ze znajomymi, prowadzenia bloga – ja nawet nie mam czasu na stratę czasu!
Jeśli pomyślałeś, że to wszystko dzieje się pod naciskiem moich rodziców to jesteś w błędzie. Oni wręcz czasami muszą mnie stopować, kiedy wpadam na genialny pomysł zapisania się na kolejne zajęcia. Dostaję od nich ogromne wsparcie i pomoc, ale to są ostatnie osoby, które do czegokolwiek mnie zmuszają. Sama decyduje się na takie tempo życia, jednocześnie będąc świadoma, że coś mnie omija. Ale niekoniecznie to „coś” jest warte uwagi. Nie żałuję.

Nie jestem taką egoistką, żeby pisać tylko o sobie i chcę powiedzieć Ci coś jeszcze. Wrzesień to nowy początek, nowe wyzwania, znowu masz szansę zostać najlepszym uczniem w klasie. Przypływ motywacji pojawia się często przy starcie – nowy rok szkolny, sylwester, urodziny, jakaś duża zmiana w życiu albo po prostu pierwszy dzień miesiąca. Podekscytowany i pełen wiary wkraczasz w nowy etap. Pojawia się tylko jeden malutki szczegół – byłoby wspaniale, gdyby Twoje postanowienie zostało z Tobą dłużej niż miesiąc. Ułatwi Ci to racjonalne wyznaczenie sobie celu.
Pokażę Ci to na przykładzie. Chcesz podszkolić się z wiedzy o filmie i postanawiasz oglądać ich więcej. Chcesz zobaczyć cztery, nowe filmy w miesiącu. Podświadomie wiesz, że nie będziesz miał wystarczająco dużo czasu, ale jednak się decydujesz. Data rozpoczęcia wyzwania minęła już dwa tygodnie temu, a Ty nadal nie obejrzałeś żadnego filmu, bo nie znalazłeś wolnej chwili. Wmawiasz sobie, że teraz to już bez sensu, bo połowa miesiąc  minęła, więc zaczniesz od następnego. Problem w tym, że ten następny miesiąc nigdy nie nastąpi. Twój cel był za trudny do zrealizowania w obecnej sytuacji. O wiele lepiej będzie, jeśli na początku będzie on łatwiejszy. Jeden film w miesiącu zdecydowanie wystarczy. Jeśli już dojdziesz do wprawy organizacji czasu, możesz myśleć o zwiększeniu ilości.
To tylko przykład, ale można go odnieść, myślę, do wszystkiego. Pamiętaj, cel powinien być realistyczny, ponieważ jest większa szansa na jego zrealizowanie. Lepiej poczuć radość z małego sukcesu niż złość z powodu porażki. Trzymam kciuki!

A co do szkoły, to ciesz się tym czasem, bo potem będzie już tylko gorzej. W końcu każdy dorosły wspomina swoje lata z tęsknotą w głosie – coś w tym musi być!