A może by tak w końcu odpocząć?

Kiedy za oknem świeci słońce, wszystko inne staje się jakieś takie mniej ważne. Pianino może poczekać, pomalowanie paznokci też, bo przecież ten odrost ostatecznie nie wygląda tak źle. Nauka nóg nie ma i również nie ucieknie. Produktywność spada wtedy do poziomu beznadziejnej otchłani, bo jedyne co wydaje się atrakcyjne to spacer, lody i szukanie pięknych kadrów.

Cenię w swoim życiu czas i staram się go nie marnować. W trakcie pełnego obowiązków okresu to jest naprawdę przydatna umiejętność. Aczkolwiek, kiedy tylko robi się luźniej w kalendarzu i niekontrolowanie zaczyna mi on przelatywać przez palce, czuję się źle. Pojawiają się myśli, że zamiast przeglądać Pinteresta, mogłabym pouczyć się angielskiego, zamiast leżeć, mogłabym poczytać książkę. I wiecie, wpadam w taki wir, że cokolwiek robię, mogłabym zamienić to na coś lepszego, bardziej wartościowego.

To poczucie bardzo męczy, bo przecież nie można całe życie robić czegoś, co sprawi, że będę lepsza, czegoś co przynosi korzyści. Może warto czasami odpuścić i odpocząć? Tak po ludzku, bez poczucia, że teraz omija mnie okazja do nauczenia się nowych słówek, napisania kolejnego tekstu na bloga czy przeczytania mądrego artykułu w gazecie. Nigdy nie osiągnę stanu, gdy powiem sobie „super, Karo, wszystko zrobiłaś, teraz możesz leżeć i marnować czas”. Zawsze będzie coś jeszcze, a jak nie będzie, to się coś znajdzie, bo marnowanie czasu to zbrodnia. Zawsze i wszędzie. Nie wiem jak Wy, ale postanawiam się zbuntować i z ogromną chęcią odpocznę i pozwolę by czas swobodnie przelatywał mi przez palce. Not always, rzeczy jasna.

Przetestuję to i dam Wam znać. Post krótki, bo przecież kiedyś trzeba odpocząć!

Wy też odpoczywajcie i leniuchujcie. Obyście tylko byli wtedy szczęśliwi, bo o to w życiu chodzi, nie?