• Home
  • Moimi oczami
  • Chodź, opowiem Ci o tym, co sama kiedyś chciałam usłyszeć

Chodź, opowiem Ci o tym, co sama kiedyś chciałam usłyszeć

Droga Czytelniczko,

przybywam do Ciebie z informacją wagi państwowej. Jest ważna, bo chodzi w niej o Ciebie. Kiedyś bardzo pomogłoby mi przeczytanie takich słów. Może pomyślisz, że Ty tego nie potrzebujesz, ale… może po prostu nie wiesz, że tego potrzebujesz? Był taki moment w moim życiu, bardzo długi moment, kiedy myślałam, że powinnam być inna, bo taka jaka byłam to byłam niepełna, niewystarczająca, niezadowalająca. Szukałam uporczywie sposobu, jak sprawić, żeby ktoś bardzo dla mnie ważny mnie zaakceptował.

Wtedy nie dostrzegałam, że to kompletnie bez sensu. Że przecież ja nie muszę nic zmieniać, jeśli mi jest dobrze i nikogo nie krzywdzę, ale potrzeba akceptacji przez drugą stronę była tak silna, że mój umysł zupełnie nie kodował niektórych sygnałów.

Dzisiaj już wiem, że…

I teraz uwaga, break news,

Nie musisz się dla nikogo zmieniać!

Nie musisz być

chudsza,

grubsza,

ładniejsza,

mądrzejsza,

milsza,

bardziej obeznana w świecie,

w piękniejszych ubraniach,

z bielszymi zębami,

z pomalowanymi na czerwono paznokciami,

z opanowanymi sześcioma językami obcymi,

z dwoma doktoratami…

Nie musisz.

Zapewniam Cię, że możesz spełnić wszystkie wymienione wyżej kryteria i jeszcze pięć następnych, a druga strona i tak dalej będzie twierdziła, że „super, no ale wiesz… mogłoby być lepiej…”, „Wyglądasz super, tylko ze szpilkami byłoby lepiej…”, „Brawo, ze zdałaś prawo jazdy, szkoda tylko, że za drugim razem…”.
Klasyczny przykład bycia miłym, ale z odpowiednią dozą wrednego jadu.

A Ty nie musisz spełniać czyiś wymagań i kryteriów, bo to nie jest konkurs na najlepszy tort, żeby ilość kremu była proporcjonalna do grubości biszkoptu.

Lubi się bezwarunkowo. Kocha się bezwarunkowo.

Nie ma „kocham Cię pod warunkiem, że…” albo  „Będę Cię wspierać, ale…”

Miłość i przyjaźń kończą się tam, gdzie zaczynają się warunki. Tylko, że Ty możesz tego nie zauważyć i dalej w to brnąć, nie dostrzegając ile energii wysysa z Ciebie taki układ.

Ja dostrzegłam za późno. Moja samoocena powoli spadała w dół. Moje poczucie pewności siebie, zawsze tak wysokie i wydawało się, że mocno ugruntowane, zaczęło uciekać. Hen daleko. Aż w końcu zobaczyłam je na horyzoncie i uznałam, że chyba muszę po nie pobiec. Udało mi się je dogonić. Nie była to łatwa walka, ale dałam radę.

Rozejrzyj się i zastanów.

Może u Ciebie jest jeszcze chwila, żeby skończyć to co i tak prowadzi do smutnego końca. Ale smutnego dla Ciebie. Niestety.

Żeby nie było tak pesymistycznie to powiem tylko jedno – spokój wewnętrzny, jaki poczujesz, są warte każdej negatywnej emocji, którą przeżyjesz podczas zakończenia tej kującej jak nieodcięta metka w majtkach relacji.

Pisząc ten tekst nie mam na myśli konkretnej płci. Kobiety i faceci akurat w tej kategorii idą łeb w łeb. Burzenie nawet najgrubszych murów wychodzi im tak samo dobrze.

Dużo odwagi

K.