I nagle w ciągu pięciu minut zrozumiałam wszystko

Dzisiaj opowiem Wam o mojej najkrótszej lekcji, jaką przeżyłam. Trwała niecałe pięć minut. Krótka, ale jakże dobitna. Ileż dała do myślenia. 

W ostatnim czasie miałam przyjemność uczestniczyć w koncercie bardzo zacnej i popularnej w ostatnim czasie persony w obszarze muzycznym.  Jest to osoba zdolna i zabawna (czasem). Jej koncert to nie tylko prezentacja talentu wokalnegoale również (niezłego) poczucia humoru.  Jak wcześniej wspomniałam, czasem są zabawne, czasem nie, ale nie będę się nad tym rozwodzić, bo jest to raczej kwestia drugorzędna. To muzyka powinnam być na koncercie najważniejsza. No choć te żarciki nadają taką unikatową atmosferę,  bo wszyscy się śmieją (czasami), klaszczą i w ogóle jest fajnie wtedy, kiedy mu się uda powiedzieć coś zabawnego. No o kim ja tak piszę i piszę i nie mogę skończyć, zapytacie. A no o Dawidzie. Dawidzie Podsiadło. Próbowałam napisać ten akapit tak w jego stylu. Że niby zabawnie, że tak trochę nieporadnie, ale chyba nie umiem tak… No dobrze, do brzegu. (Nie ma fal, więc będzie trudno, ale damy radę! haha, że niby taki żarcik znaczeniowy)

Przed koncertem miałam okazję spotkać się z Dawidem. Było naprawdę miło. Ale o tym za chwilę. Najpierw opowiem o tym, jak bardzo było mi przykro na początku tego spotkania. 

Nie przez to, że Dawid nie rzucił mi płytą w twarz. 

Ani nie odmówił zdjęcia.

Nie skrytykował też moich żartów. (Też się zdziwiłam.)

Na spotkaniu było jeszcze kilka osób, które przyniosły płyty i zdjęcia do podpisania. Dużo zdjęć. I po prostu podchodziły i podtykały te płyty albo zdjęcia. Bez żadnego pytania, interakcji. Po prostu podawały imię, on pisał i kolejna osoba. A temu wszystkiemu towarzyszyła grobowa cisza. Czułam się okropnie. Czułam się jakbym była w cyrku, przed nami stała najlepsza i najatrakcyjniejsza małpa, która stanowiła maskotkę i narzędzie do wykonywania poleceń. 

Nie widziałam też uśmiechu na twarzy. 

Zobaczyłam natomiast na własne oczy co oznaczają oczekiwania i popularność.  To jak osoby znane muszą cierpliwie, trochę jak maszyny, podpisywać, sztucznie uśmiechać się do zdjęć i udawać, że wszystko jest okej, mimo że doskonale widzą, że zachowanie innych wcale okej nie jest. I przez to oni też mają ochotę zachowywać się nie okej, ale nie mogę, więc robią coś wbrew sobie i wniosek z tego taki, że sława jest do dupy.

Kiedy w mojej głowie kłębi się te wszystkie myśli zobaczyłam, że Dawid skończył i mogę podejść. Jedyne co wtedy przyszło mi do głowy na początek to podejść i się uśmiechnąć.  Po chwili, zaczęliśmy rozmawiać, ja pytałam, on odpowiadał, czyli z powrotem stałam się normalną Karoliną. I wiecie co? On też zaczął się uśmiechać, gestykulować, żartować. Cisza zniknęła. Pojawił się śmiech.

I nie, nie mówię tego żeby pochwalić się, że udało mi się rozbawić Podsiadło. (Choć wpiszę to na listę dokonań roku 2018. A co? Kto z Was jeszcze miał taką okazję, he?)

Chcę Wam pokazać, że energia to towar płynny. Kiedy Ty dajesz ją komuś, ten ktoś przekazuje Ci ją w podwójnej dawce. Działa to w każdej sytuacji, również w tej z osobą, którą widzimy na plakatach, okładkach, w telewizji.  Wydaje się, że te osoby to nasi kumple, bo widzimy ich tak często. Przez to ludzie mają wobec nich ogromne oczekiwania, że przecież należy im się ten autograf, jeśli kupili płytę. Że należy im się zdjęcie, bez względu na ich postawę. Traktują to niczym zdobycze albo trofea (Lokowanie produktu, inspiracja piosenką Dawida. Owszem, dobrze zauważyliście), które mają zebrać dużo lajków. To nie jest wyolbrzymione. Tak jest naprawdę, niestety.

Czy oprócz tego, moje spotkanie wspominam z radością? Owszem, nawet z ogromną radością. Nie zdradzę Wam jednak szczegółów. Nie chcę. Tutaj nastąpi kropka i pozostawię nutkę tajemniczości. A niech Was ciekawość zżera, ha! (Spoko, i tak wiem, że jesteście tym zainteresowani tak bardzo jak zeszłorocznym śniegiem.)

Opisana sytuacja, której miałam okazję być świadkiem jest tylko przykładem, który sprawił, że doszłam do smutnych wniosków, którymi dzielę się dzisiaj z Wami. Wiem jednak, że jest to powszechne zjawisko, które dotyka nie tylko Dawida.

Od teraz nie będę przewracała oczami, gdy znana osoba powie, że czasami ją ta sława i te oczekiwania męczą. Zobaczyłam, poczułam i faktycznie nie polecam. 

Tutaj dowód, że się z gościem faktycznie widziałam. Nie uśmiechamy się, bo dzięki temu nasz uśmiech będzie więcej wart. Taka strategia.