Ja chyba jednak jestem czarownicą

Jakiś czas temu zaczęłam obserwować pewne zjawisko. Trochę niebezpieczne, ale czasami też przyjemne. Wszystko zależy od sytuacji i ludzi, którzy się w niej znajdują. Ilekroć o kimś myślę lub rozmawiam o nim z kimś innym, spotykam potem tę osobę. Czasami nawet w przeciągu chwili. Na początku mnie to bawiło, a potem trochę przerażało. Moi kumple mieli rację – ja chyba naprawdę jestem czarownicą.

Być może to przypadek, zbieg okoliczności i żadne czarne siły nie mają tu znaczenia. (Na pewno nie mają. Ja tu żartuję, jakby ktoś nie wyczuł. Spoko, wiele osób ma z tym problem). Gdyby zdarzyło się to raz, trzy czy pięć to pewnie też bym tak myślała, ale to zdarza się naprawdę często. Na początku było niewinnie, bo odezwał się kumpel z którym dawno nie miałam kontaktu, po tym jak dzień wcześniej myślałam o naszych wspólnych ciekawych dyskusjach dawno temu. Albo gadałam z przyjaciółmi o nauczycielach i wspominaliśmy tych najbardziej w porządku. I bum. Następnego dnia spotykam właśnie tę najukochańszą, która wiele razy ratowała mnie w najbardziej kryzysowych sytuacjach. Potem zaczęłam przyciągać myślami nawet rodziców swoich znajomych, co zaczęło mnie serio trochę niepokoić. Choć i tak najbardziej odjechaną sytuacją była oczywiście ta związana z prawem jazdy. Jechałam na egzamin, w dobrym humorze, bo to było dopiero pierwsze podejście. (hehe) I myślę sobie o mojej przyjaciółce – kiedy ona będzie podchodzić do tego egzaminu, a może już podeszła. Obiecałyśmy sobie, że nie będziemy wyjawiać  terminu by nie zapeszyć. Otwierając drzwi do budynku przez myśl przemknęło mi, że byłoby zabawnie gdybym ją tam spotkała. Kolejne bum. Wchodzę, a zza pleców słyszę wesołe „Hej Karolina!”. I to była właśnie moja przyjaciółka. Siedziała i z niedowierzaniem w oczach, tak samo jak ja, nerwowo się uśmiechnęła. Wtedy już wiedziałam, że coś jest na rzeczy.

Pewnie zastanawiacie się, czy to generuje jakieś negatywne sytuacje. Jeszcze się nie zdarzyło i niech takie zostanie. To nawet całkiem logiczne, bo raczej nie zaprzątam sobie myśli tymi, których nie lubię albo nie chcę spotkać. I nie, nie działa to tak, że jak specjalnie o kimś by go spotkać to faktycznie tak się dzieje. To już by naprawdę oznaczało, że jestem prawdziwą czarownicą i muszę zaopatrzyć się tylko w miotłę.

Zapewniam Was, że też czasami jesteście takimi czarownicami/czarodziejami (tak szczerze mówiąc to czarodziej nie jest chyba męskim odpowiednikiem czarownicy… chyba w ogóle go nie ma!) tylko nigdy nie zwróciliście na to uwagi. A może warto, bo to naprawdę zabawne. 😉