Julia Pietrucha przeniosła mnie na wyspę

Pewnego wieczoru na Facebooku wyskoczyło mi wydarzenie „Julia Pietrucha, koncert w Romie, 5 kwietnia”. Pobiegłam do pokoju, krzyknęłam „Mamo, jedziemy!”. No i pojechałyśmy, bo lubię chodzić z mamą na koncerty. Nie wiedziałam tylko, że w pakiecie będzie wycieczka na bezludną wyspę.

Na płytę Julii natknęłam na Spotify. Całkiem przypadkiem kliknęłam w proponowane i się zakochałam. Piękny, delikatny głos Julii w połączeniu z niewinnym ukulele brzmi bardzo przyjemnie. Kiedy dowiedziałam się, że będzie jej koncert w Warszawie nie mogłam sobie odmówić. Zamówiłam najlepsze miejsca. W pierwszym rzędzie, tuż na przeciwko Julii. Prawdziwa fanka musi się szanować, prawda? Ale podczas musicalu czy spektaklu nie chciałabym tam siedzieć, ponieważ w ustach czułabym smak piasku i kurzu unoszącego się nad sceną. Nie wiedziałam, że pierwszy rząd jest aż tak blisko sceny!

Na samym początku organizator poinformował, że nie można używać telefonów, należy je wyłączyć, ponieważ koncert to czas, kiedy powinniśmy się skupić na muzyce, a nie robieniu zdjęć. Na początku byłam tym trochę zawiedziona, ponieważ światła i muzyka wprowadziły  cudowny nastrój i chciałam to uwiecznić, ale potem zrozumiałam że tak jest o wiele lepiej. Dzięki temu mój odbiór muzyki był inny. Głębszy, może bardziej świadomy. Nie byłam rozproszona swoim telefonem ani też nikt obok nie szturchał mnie próbując złapać najlepsze ujęcie. Myślę też, że dla artysty to również bardziej komfortowa sytuacją, gdy widzi twarze osób siedzące na widowni, a nie ich telefony.

Świetna akustyka w teatrze pozwala wychwycić każdy dźwięk i się nim cieszyć. Kameralne koncerty sprawiają mi większą radość niż takie na stadionie z tysięczną publicznością i niestety często beznadziejnym nagłośnieniem. W  końcu na koncert idziemy dla muzyki, a nie dla zdjęć na Instagram. Szanujmy się. Julia grająca na ukulele w długiej, kwiecistej sukience z całą resztą zespołu zatopiona  w dźwiękach, każdy na swojej własnej bezludnej wyspie. Mnie też  udało się na taką wyspę przenieść. Było ciepło, miło i słonecznie, czyli zupełnie inaczej niż teraz za oknem. Coś pomiędzy Hawajami, a Malediwami. A delikatny głos Julii sprawiał, że im więcej śpiewała, tym bardziej chciałam tam zostać. A to wszystko za niecałą stówkę. Po proszę więcej takich ofert Last Minute, proszę państwa!

Julio, dziękuję! Liczę, że kiedyś to przeczytasz i na Twojej twarzy pojawi się uśmiech.

A i pozdrawiam jeszcze Joachima – skrzypka w zespole Julii. Rzucał zabawnymi komentarzami tak samo dobrze jak Dawid Podsiadło na swoich koncertach.

A tutaj kilka moich ulubionych piosenek:

Julia Pietrucha – We Care So Much (Parsley album)

Julia Pietrucha – In Me (Parsley album)

Julia Pietrucha – „Living on the Island”

Julia Pietrucha – Midsummer Day’s Dream (Parsley album)

Julia Pietrucha – Stand Still (Parsley album)

Bierzcie i cieszcie się. Żeby było jasne – cała płyta jest cudowna, ale to moje najukochańsze.

Wszystkie utwory na YouTubie słuchasz za darmo. Julia dobrowolnie je tam udostępniła, więc spokojnie, niczego nie kradniesz.