Mam Cię!

Ostatnio nie pisałam, bo nie miałam weny. Głowa dudniła od pomysłów, od ogólnych koncepcji, ale nie umiałam zebrać myśli. Kiedy usiadłam do komputera i zaczęłam pisać, po chwili wszystko kasowałam, bo czułam, że to tylko słowa, takie miałkie, nijakie, a przede wszystkim nie moje. Nienawidzę bylejakości, dlatego wolałam wszystko wrzucić do kosza niż dzielić się z Tobą czymś z czego nie jestem zadowolona. Nie będę wciskać Ci kitu, że nie miałam czasu, bo byłam taka zapracowana, zalatana niczym matka trójki dzieci na pełnym etacie. Dzieci nie mam, etatu póki co też. Mówię otwarcie, że mi nie szło. Tak już czasami bywa.

Zastanawiałam się, czy to napisać. Przecież mogłabym opublikować kolejnego posta, w ogóle nie zwracając uwagi na moją nieobecnością albo zmyślić bajeczkę ileż to ja mam obowiązków, a potem grzecznie przeprosić i walnąć mniej lub bardziej ciekawy tekst. To z pewnością wygodniejsza opcja. Nie musiałabym okazywać ci swojej słabości. A przecież to jest tabu. Tym się nie chwali. Nikt nie napisze na Facebooku, że nie stać go na wakacje za granicą, nikt nie pochwali się, że szef opieprzył go za nieudany projekt, nikt nie opublikuje zdjęcia, na którym widać mu pryszcz na środku czoła. Nikt nie chce pokazać, że nie jest idealny. Wszystkie celebrytki wstawiając zdjęcia „bez make-up”, mają makijaż. Słabe jest to, że próbują oszukać innych, ale najbardziej przykry jest fakt, że one oszukują również siebie. Ostatnio zaimponowała mi Adele, która faktycznie nagrała wideo z przeprosinami za odwołany koncert, na którym wygląda bardzo naturalnie. Takie rzeczy to ja szanuję! Albo te wszystkie szczęśliwe matki, publikujące zdjęcia swoich dzieci w idealnie dobranych ciuszkach z Zary, też czasami mają dosyć macierzyństwa i marzą, aby chociaż raz w spokoju zrobić siku albo wziąć prysznic.

Nie, nie zmuszam Cię, żebyś pisał rzewne posty o tym jak Ci źle i ciężko w życiu. Żebyś publikował zdjęcia spocony na siłowni, próbujący udowodnić, że też czasami wyglądasz nieciekawie. Pisz sobie, co tylko Ci się podoba, obyś nikogo tym nie krzywdził. Ja po prostu chciałam Ci uświadomić, że życie ludzi, którym tak zazdrościsz, bo mają tak cudownie, też miewają gorsze dni, kłótnie w rodzinie, psuje im się samochód albo cieknie kran. Oni po prostu pokazują swoje życie takim, jakie chcieli by mieć. Ty masz dwa wyjścia: albo uwierzyć w to wszystko i się smucić jaki to Ty jesteś beznadziejny  albo po prostu pomyśleć o tym, jak naprawdę to wygląda.

Nie planowałam dojść do takiego wniosku na końcu. Wyszło jakoś tak przypadkiem. I właśnie tej lekkości w pisaniu mi ostatnio zabrakło. Czyżby wena wróciła?!

PS Dzisiaj miałam bardzo ciekawy dzień. Tak ciekawy, że go nawet opiszę w następnym poście!