• Home
  • Moimi oczami
  • Mieciowdupstwo, czyli jak nauczyłam się nie przejmować opinią innych

Mieciowdupstwo, czyli jak nauczyłam się nie przejmować opinią innych

Mieciowdupstwo jest zbawienną umiejętnością w niektórych dziedzinach życia. Są też takie, w których robi więcej szkody niż pożytku. Ale przy ostrożnym stosowaniu może być naprawdę przydatna. Sama się o tym przekonałam.

Nie należę do ludzi, którzy się nie przejmują rzeczywistością albo żyją z dnia na dzień. Jestem raczej zorganizowana, wiele rzeczy planuję i okropnie przejmuję się, gdy coś nie pójdzie po mojej myśli. W ogóle przejmuję się wszystkim bardziej niż inni. Kiedyś  przejmowałam się też opinią innych. Dlatego dotykało mnie, gdy ktoś mówił o mnie za plecami. Zdanie innych liczyło się bardziej niż moje własne. Bo przecież Marysia czy Stasia wiedzą lepiej w jakiej sukience wyglądam lepiej, nie? Człowiek młody to i głupi. Nie żebym teraz była stara, ale na pewno dojrzalsza i bardziej doświadczona.

Dzisiaj moje podejście do wspomnianych spraw jest inne. Uświadomiłam sobie, że z komentarzami innych będę się spotykać cały życie i nic tego nie zmieni. Trzeba sobie po prostu jakoś z tym radzić. Ja stosuję zasadę „mieciowdupstwa”, czyli uśmiechnij się i miej w dupie. Na przykład, kumpel powiedział mi, że to obciach nosić zegarek marki, która nie specjalizuje się tylko w produkcji zegarków. Pewnie pięć lat temu, zdjęłabym go – zegarek w sensie, nie kolegę – zakopała głęboko w szafie i więcej już nie założyła. Teraz tylko się uśmiechnęłam i popatrzyłam na zegarek myśląc, że jest naprawdę uroczy i za żadne skarby nie przestanę go nosić. Niezależnie od tego, co mój kolega o tym myśli. A niech sobie myśli. Czy komuś stała się krzywda, że mamy różne zdania? Oczywiście, że nie. Świat jest różnorodny, więc ludzie także się różnią. O to właśnie tutaj chodzi. To jest cudowne! Gdyby każdy sądził tak samo, miał taki sam gust i sposób myślenia, kula ziemska wyglądałaby jak wytwór leniwego grafika posługującego się kombinacją klawiszy CRT + C.

To nie jest też tak, że mam w głębokim poważaniu opinię wszystkich. Zdanie moich rodziców jest dla mnie ogromnie ważne i zawsze chcę poznać ich punkt widzenia. Bardzo często korzystam z ich doświadczenia – jest jednak większe niż moje i pomaga mi  dokonywać lepszych wyborów. Ale wybaczcie – na temat ciuchów, makijażu, długości paznokci, koloru majtek i skarpetek będę decydować sama. Studia też wybiorę sobie sama. I to czy jestem szaloną blogerką również zostawię do decyzji sobie. Jak będę chciała znać opinię to zapytam. Nie zabraniam zresztą jej nikomu wyrażać. Jednak czasami zastosuję po prostu moją sprawdzoną zasadę „mieciowdupstwa”, grzecznie posłucham owej opinii i za chwilę wypuszczę ją drugim uchem. Jeśli będzie konstruktywna i rzeczowa to przemyślę ją i jeszcze na koniec podziękuję. Może być i tak!

I teraz  pewnie zapytasz, jak się tego mieciowdupstwa nauczyć. Ano, złotej recepty niestety nie wypiszę, ale mogę udzielić pewnej rady. Mianowicie trzeba zrozumieć jedną rzecz – każdy ma swój punkt widzenia, swój malutki świat. Każdy ma również prawo ten punkt widzenia wyrażać, a Ty masz prawo go nie podzielać. Cudowna zależność, nie? Też tak myślę. A jeśli komuś jest tak źle w tym jego małym świecie, że postanowi sprawić Ci swoim komentarzem przykrość, kopnij go w tyłek. Bardzo mocno. Albo nie. Nie niszcz sobie tych nowych butów. Odejdź i po prostu miej go w dupie. Życie jest piękniejsze i buty całe.

A tutaj proszę – najpiękniej zaśpiewane „W dupie to mam” pod słońcem. 

  • Irmina

    Ja również jeszcze nie tak dawno przejmowałam się opinią innych, potrafiłam się popłakać, zrezygnować ze spełniania swoich marzeń bo ktoś to skrytykował. Myślę, że każdy miał kiedyś taki moment w życiu, przez to trzeba po prostu przejść, do „mieciowdupstwa” się powoli dorasta (albo i szybciej – w zależności od tego czy dostaniemy mocno po dupie) Teraz nie pozostaje nic innego jak robić swoje i żyć swoim życiem, bo przecież nikt za nas go nie przeżyje! 🙂

    • oj, zdecydowanie! ja też musiałam przejść długi proces aż nauczyłam się „mieciowdupstwa”. ale o ile jest łatwiej, kiedy się to już umie 😀