Moja podróż do Toskanii

Wyróżniam dwa typy podróży. Pierwsza – jadę do danego miejsca, bo trafiła się okazyjna cena biletów albo korzystna oferta last minute. Nie jest to miejsce, o którym jakoś szczególnie marzyłam, nie za dużo o nim wiem, nie mam wobec niego dużych oczekiwań. Jadę by się przekonać, zobaczyć, może odkryć właśnie najpiękniejsze miejsce na ziemi. Natomiast drugi typ podróży to taki, kiedy kierunek jest dokładnie przemyślany, wymarzony i poziom ekscytacji przed wylotem jest bardzo wysoki. Tak właśnie było z Toskanią. O tym, by ją odwiedzić rozmyślałam od dawna i w te wakacji w końcu się udało.

I know two types of trips. One of the them is when you find a flight at an attractive price or a last minute offer and then you fly. You don’t know anything about this place and you haven’t really got any big expectations. The another type of trip is when the direction is ideal and planned, the level of the excitement before the flight is extremely high. My trip to Tuscany belongs to this second group.

W ciągu tygodnia odwiedziliśmy pięć miast: Bolonię, Florencję, Siennę, San Gimignano i Pizę, autonomiczny kraj leżący na terytorium Włoch – San Marino oraz toskańską prowincję. Do Włoch polecieliśmy samolotem, a potem wynajęliśmy samochód. W sumie w ciągu tygodnia zrobiliśmy 850 km. I to nie przez byle jakie drogi! Żebyście wy widzieli te prawie 100 kilometrowe serpentyny w drodze z San Marino na toskańską prowincje…

During one week we visited 5 cities: Bologna, Florence, San Gimignano, Siena and Pisa, the Tuscan Province and the autonomous country San Marino. We flew by plane to Italy and there we rented a car. Overall we covered 850 kilometers. Sometimes it was difficult when we had to drive on incredibly twisting roads over mountains from San Marino to the Tuscan Province.

Bolonia

Jedyne co mi się z nią kojarzy to mury. Wszędzie mury z czerwonej cegły. Drzew właściwie brak, parku tym bardziej. Na jeden dzień spoko, ale na dłużej myślę, że mogłoby być nudno.

The only things which I associate with this place are walls. Everywhere. Walls from red bricks. Barely any trees or parks. Taking a stroll in this city was really exhausting even for me – a heat lover. I think one day is enough to visit this city, longer could be boring.

Florencja

To miasto jest największym rozczarowaniem całego wyjazdu. Wypadło zdecydowanie najsłabiej. Już na samym początku przeraziła mnie ilość turystów na ulicach. Bardzo, bardzooooo tłoczno. A tłok i trzydziestostopniowy upał to nie jest dobre połączenie. Pomyślałam, że przecież to nie wina miasta, że tyle osób chce je zobaczyć. Jednak im dalej zapuszczaliśmy się by je zobaczyć, tym bardziej czułam że tracimy czas. Jedyne miejsce, które przykuło moją uwagę to most, na którym są zbudowane małe domki. Chcieliśmy również udać się do Galerii Uffizi, gdzie można podziwiać dzieła znakomitych artystów, tj. Michał Anioł, Rubens czy Leonardo da Vinci. Kolejka do kasy, a potem do wejścia była tak przeraźliwie długa, że zrezygnowaliśmy. Potem trochę już zirytowani, udaliśmy się do ogromnego parku z wielkimi drzewami i uroczymi alejkami.

It was the biggest disappointment of my trip. A lot of tourist everywhere and heat isn’t a good combination. But it wasn’t the fault of the city that there were lots of people. So I decided not to judge it at the beginning . But after that it wasn’t much better. I didn’t feel the climate of this place, not this Italian atmosphere that I was expecting. The only place which I liked in Florence was the bridge with little houses stuck to it. We were also in the huge park, where there were lots of alleys and old trees, so it provided the best shelter in the extremely hot weather.

Toskańska prowincja

Kiedy jechaliśmy przez Toskanię mieliśmy ochotę zatrzymywać się co chwilę i podziwiać. I tak też się działo. Jako miłośnik fotografii nie mogłam również odpuścić takich szans na przepiękne zdjęcia. Mieszkaliśmy w popularnym w tamtych stronach „agroturismo”, czyli po prostu wynajęliśmy pokój w prywatnym domu na wsi. Moim zdaniem nie było to typowe gospodarstwo agroturystyczne, ponieważ nie było tam żadnych zwierząt. I całe szczęście. Wieś jest spoko, ale do czasu kiedy nie czuć zapachu krowich placków albo końskiego łajna. Okazało się, że właścicielką jest Polka, co zdecydowanie ułatwiło nam kontakt. Było przepięknie – cisza, spokój, mnóstwo drzew i basen. Idealne środowisko dla takiej ciepłej kluski jak ja.

I was waiting for this place for a very long time. While we were travelling by car, I wanted to stop every now and then and admire these breathtaking landscapes. What’s more it was a fantastic occasion to take some photos – maybe you know that I’m interested in photography, just a little bit. We hired a room in a private house, which is called ”agroturismo” there. What’s amazing is that the owner’s wife is Polish so everythig was easier. Trees around the home, songbirds and calm. It’s the best option for a person like me who gets bored easily. 😛

San Gimignano

Jeśli nie słyszałeś o tej miejscowości to luz. Sama przed przestudiowaniem dokładnie przewodnika nie miałam pojęcia o istnieniu tego miejsca. San Gimignano nazywane jest „manhatanem średniowiecza” lub „miastem wież”. Całe otoczone jest murem, zza których wyłaniają się czworokątne wieże. Będąc tam zajrzeliśmy do tzw. Gelatarii Dondoli, która sprzedaje podobno najlepsze lody na świecie. To chyba prawda, bo moje o smaku nutelli, maliny i tiramisu były na prawdę przepyszne.

If you don’t know this town – chill, don’t worry. I also didn’t know about this place before studying the guidebook. San Gimignano is called the Town of Fine Towers, because it’s a walled town with many towers. We visited ”Gelateria Dondoli” which offers supposedly the best ice cream in the whole world. I think it’s true, because my raspeberry, nutella and tirmisu ice creams were really delicious.

Siena

To jedno z najbardziej znanych miast w Toskanii. Piękne małe uliczki, wielki plac o ksztłacie muszli w centrum miasta i gotycka katedra to miejsca, które zapamiętałam najdokładniej. Ah, i zapomniałabym – jadłam tam najlepsze spaghetti carbonara w życiu!

It’s one of the most popular towns in Tuscany. Fantastic, narrow streets, the shellshaped square and the gothic cathedral I remembered the best. And there I ate the most delicious spaghetti carbonara in my life.

Piza

To trochę krzywdzące, ale uważam, że Piza to miasto jednego zabytku – mianowicie słynnej wieży. Nie mieliśmy zbyt dużo czasu by dokładnie je zwiedzić, ale chyba nawet nie mieliśmy na to specjalnej ochoty. Ostatniego dnia przed wylotem pojechaliśmy na chwilę do portu poleżeć nad morzem i było całiem przyjemnie.

It’s a little bit sad, but in my opinion in Pisa the only interesting object is the Pisa Tower. We didn’t have lots of time to sight-see in this place, but we didn’t want to do this anyway. Before departure we drove to the port to catch the last of the Italian sunshine.

San Marino

Nie chciałam tam jechać, ale mój tata uparł się, że odwiedzimy te miejsce. I bardzo dobrze, bo San Marino jest warte zobaczenia. Mnóstwo małych uliczek, fantastycznie usytuowany zamek i miły klimat.

I didn’t want to go there, but my dad was so stubborn that we went there anyway. It was a good decision. The beautiful castle, lots of narrow streets and nice atmosphere.

Plaże

Moim zdaniem wakacje bez plaży to wakacje nieco oszukane, więc nie mogliśmy ominąć tego punktu podczas naszej podróży. Na początku naszego wyjazdu pojechaliśmy w okolice Rimini i kąpaliśmy się w Adriatyku, a na dzień przed wylotem odwiedziliśmy skaliste wybrzeże niedaleko Livorno od strony morza Tyrreńskiego. Być w ciągu jednego tygodnia po dwóch stronach Włoch to całkiem ekscytująca przygoda.

I think a holiday without a visit to the beach isn’t a typical holiday. We were on the beach near the Rimini and the next last day we visited the beach near to Livorno which is at the opposite side of Italy. 

 

  • Jak pięknie! Ale mi narobiłaś smaka na takie włoskie wakacje, a jakoś nigdy mnie nie ciągnie w tamte strony 🙂

    • Karolina

      A ja się bardzo cieszę, że Ci się podoba! Włochy są cudowne i zaskakują mnie za każdym razem, gdy tam jestem. Trzeba korzystać, bo są naprawdę niedaleko! 😉