• Home
  • Moimi oczami
  • Nie da się przejść przez życie z wiecznie przyklejonym uśmiechem na twarzy

Nie da się przejść przez życie z wiecznie przyklejonym uśmiechem na twarzy

Teoria cieszenia się z małych rzeczy od zawsze kojarzyła mi się z popsychologią i słabym coachingiem. Wyobrażam sobie wtedy bardzo ożywionego mówcę stojącego przed publicznością i krzyczącego: „Doceniaj każde wstanie z łóżka, a Twoje życie od razu będzie lepsze i osiągniesz wyżyny swoich możliwości!!!!”. Jak słyszę takie słowa to od razu chce przykryć głowę poduszką, żeby więcej nie słuchać tych głupot i spać dalej. 

Umiejętność dostrzegania tych niewielkich codziennych rzeczy jest wbrew pozorom bardzo trudna. Kiedyś nawet zrobiłam taki eksperyment i próbowałam skupiać uwagę w ciągu dnia na codziennych przyjemnościach. Dostrzegłam bezchmurne niebo i poczułam otulające mnie promyki słońca. Potem odwzajemniłam uśmiech do miłego pana w metrze. Szło mi dobrze przez całe przedpołudnie dopóki nie wylałam kawy, a potem z powodu źle obliczonego czasu spóźniłam się na spotkanie. W międzyczasie jeszcze, o mało nie zabiłam się wybiegając z metra. Nie pamiętałam już o żadnym przyjemnym aspekcie z pierwszej połowy dnia. Byłam zła, zmęczona i jedyne o czym marzyłam to wrócić do domu i zakopać się w ciepłej kołdrze z kubkiem herbaty. Bo jest łatwo być szczęśliwym, ale kiedy wszystko idzie dobrze. W momencie, kiedy zaczyna się psuć, sprawa wygląda zdecydowanie gorzej.

Kiedyś czułam przymus bycia zawsze szczęśliwą. Przecież wszyscy dookoła są super zadowoleni, więc ja też powinnam. A jak czułam się tylko trochę gorzej to myślałam, że jest ze mną coś nie tak, że pewnie robię coś źle, że nie umiem docenić tego wszystkiego, co mam. Nie miałam wtedy siły na spotkania, robienie produktywnych rzeczy i zapełniania kalendarza kolejnymi godzinami. To jeszcze bardzo wpędzało mnie w poczucie, że wszyscy zasuwają jak małe mróweczki, a ja co? A ja właśnie nic. 

Długo zajęło mi zrozumienie, że każdy ma prawo do bycia nieszczęśliwym, czucia się gorzej. Dałam sobie przyzwolenie, że mogę czasami mieć mniej pomysłów, być mniej kreatywna i mieć miej siły na robienie tego, co sobie zaplanowałam. Nie dostrzegać pięknej pogody, uśmiechu przyjaciół czy smaku pysznego obiadu. Po prostu czasami trzeba się posmucić, żeby potem przetrzeć oczy, wziąć głęboki oddech, rozejrzeć się dookoła i docenić to wszystko na nowo. Chwilowy spadek formy i samopoczucia to naturalny aspekt życia. Nie możemy się za niego karać. Nawet najbardziej pogodne osoby, jakie znam, czują się chwilami nieszczęśliwe i mają wszystkiego dosyć. To trochę taka sinusoida, że raz jest się na górze, a czasami na dole i nie ma kolejki, którą można by się przedostać ani w jedną, ani w drugą stronę. Jeśli jednak stan smutku utrzymuje się kilka, a nawet kilkanaście miesięcy to to jest sygnał, że dzieje się coś niedobrego i trzeba szukać pomocy u psychoterapeuty. A to nic złego, a tym bardziej wstydliwego, pamiętaj! 

Zabawa w dostrzeganie miłych, ale pozornie nic nieznaczących chwil w życiu jest bardzo przyjemna, ale tylko wtedy kiedy z uśmiechem na twarzy wspinasz się na górę sinsuoidy. Kiedy wszystko idzie dobrze. Kiedy masz ochotę w ogóle te małe rzeczy dostrzegać. Wtedy sprawią one, że te szczęście nabierze nieco innego wymiaru. Takiego zwykłego, ale jednocześnie niezwykłego. Bo kto w ciągu dnia zastanawia się jak wyglądałby świat, gdyby tego pięknego słońca nie było? Gdyby już cały czas lał deszcz i była pochmurna pogoda? To przecież jest okropna perspektywa! Szczególnie dla takiego miłośnika słońca jak ja. Gdy uświadomiłam sobie, jak ogromne znaczenie mają dla mnie takie drobne, prozaiczne aspekty życia jestem szczęśliwa, gdy mogę ich doświadczać. Choć jak już wcześniej wspomniałam, nie każdego dnia jestem w stanie jest dostrzec. I to nie jest nic niepokojącego. Tak po prostu już jest.

Jeśli czujesz, że właśnie niebezpiecznie osuwasz się w dolne partie sinsuoidy to nie panikuj, nie bądź na siebie jeszcze bardziej zły. Nie da się przejść przez życie z wiecznie przyklejonym uśmiechem na twarzy, ale kiedy się już on pojawia trzeba się z niego cieszyć.

A ja tymczasem mocno Cię przytulam, bo wiem z własnego doświadczenia, że nic tak nie poprawia humoru jak przytulenie przez drugą osobę! 🙂