Co dało mi zrealizowanie własnego projektu społecznego?

Wywiad w radiu, plakaty, warsztaty w szkołach, wywiady z ciekawymi ludźmi  – to wszystko działo się w moim życiu od września do marca. Tak, uważam, że zrobiłam coś na tyle fajnego, że chcę to opisać. I zainspirować Was, żebyście zrobili coś podobnego. Potem Wy kogoś zainspirujecie swoimi działania i… świat będzie piękniejszy.

Weszłam na Fejsa, jak zwykle podczas nudnych, niedzielnych wieczorów. Zauważyłam Fp Zwolnionych z Teorii. Zajrzałam, przeczytałam i wiedziałam, że chcę wziąć w tym udział. Celem Olimpiady jest stworzenie własnego projektu społecznego. Projekt społeczny brzmi tak poważnie i dumnie. Pomyślałam: „Kurczę, mój, własny autorski projekt społeczny? Już teraz? W wieku 17 lat? Wow, chcę to zrobić! Koniecznie” Tym projektem było właśnie”Nie hejtuję, bo czuję”, o którym wspominałam we wcześniejszych postach. Nie chcę opisywać dokładnie naszych działań, bo to wszystko możecie zobaczyć na naszym Fejsbuku (link). Chcę jednak opowiedzieć Wam o moich wewnętrznych przemyśleniach na temat idei tego projektu i ile mogłam wyciągnąć z tego dla siebie.

  • Cały projekt tworzyliśmy w grupie – najpierw pięcioosobowej, jednak potem jedna osoba odpadła i została nas czwórka. Zresztą jednym z uczestników zespołu była Ola – współautorka Wanataki. 🙂 Spotykaliśmy się, konsultowaliśmy i dzieliśmy się pomysłami. Jak się pewnie domyślacie, nie zawsze wyglądało to tak kolorowo. Kłóciliśmy się, oczywiście, że tak. Może nie leciały talerze, ale mocne słowa już się zdarzały. To naturalne, że każdy chciał by to jego koncepcja została zrealizowana. Musieliśmy jak najlepiej sprzedać swój pomysł w grupie, zareklamować go, a potem wspólnie zdecydować, który ma najwięcej zalet. Nie zawsze było to łatwe, bo zróżnicowanie charakterologiczne w naszym teamie było.. no lekko mówiąc… dość znaczące. Teraz patrząc na niektóre sytuacje z perspektywy czasu widzę inne, lepsze rozwiązania z powodu świadomości konsekwencji, jakie płynęły z naszych decyzji. Inaczej też próbowałabym rozwiązać nasze sprzeczki, ponieważ teraz stwierdzam, że powodem niektórych były naprawdę błahe rzeczy.  Nie wiem jak u Was, ja często tak mam, że rozwiązania takich spraw zawsze przychodzą do mnie z opóźnieniem. Tak samo jest z ripostami… Te najlepsze teksty zawsze przychodzą o te kilka chwil za poźno. No, ale w końcu kolor włosów zobowiązuje. 😛

 

  • Nauczyłam się pokory i patrzenia na świat z bardziej realistycznej perspektywy. Jednym z punktów naszego planu były wywiady z popularnymi ludźmi, których dotknął hejt. Mieliśmy ogromne plany. Mniej więcej widzieliśmy to tak: „Napiszemy do nich, oni nam odpiszą, będą zachwyceni i wręcz będą się bić o ten wywiad.” No cóż… Zawiedliśmy się. haha  Na pięćdziesiąt wysłanych maili dostałam odpowiedź na trzy, z czego dwa to coś w stylu „Robicie super, mega, hiper fajną akcję i świetnie, że jest taka młodzież w Polsce, ale nie udzielę Wam wywiadu.” Byliśmy zrezygnowani, bo straciliśmy nadzieję na jakikolwiek wywiadu. Ostatecznie udało się przeprowadzić kilka cudownych rozmów z bardzo wartościowymi ludźmi, mówię między innymi o Pani Ani Dziewit Meller z bloga BukBuk, z Panią Kazią Szczuką czy studentem psychologii i autorem bloga Obsługa Człowieka Adamem Zadrożnym. Miałam okazję poćwiczyć swoje umiejętności dziennikarskie. Dzięki temu, zdałam sobie sprawę, że w przyszłości mogłabym się tym zajmować – rozmawianiem z ludźmi. Jest to niezwykle inspirujące i pouczające. Dlatego na blogu – mam nadzieję w najbliższej przyszłości – pojawią się pierwsze wywiady. Kto wie może się uda?

 

  • Teraz już wiem, że idąc do radia na wywiad trzeba poprosić wcześniej o pytania. Kiedy dowiedzieliśmy się o audycji byliśmy bardzo szczęśliwi. Mieliśmy nadzieję, że jeszcze więcej osób usłyszy o naszym przedsięwzięciu i osiągniemy większy zasięg. Poszłyśmy pełne optymizmu i radości. Na początku, czułyśmy się nieco onieśmielone mikrofonami i myślą, że zaraz nasi znajomi, koledzy, rodzina będą nas słuchać. Wszystko byłoby cudownie, gdyby nie fakt, że rozmowa nie do końca nakierowana była na promocje naszej akcji, prowadząca raczej szukała  odpowiedzi na pytanie, czy młodzież interesuje się polityką. Padły pytania dotyczące  uchodźców. Nie wiedziałyśmy, co mamy odpowiedzieć. Największe mózgi tego świata nie znają odpowiedzi na te cholernie trudne pytanie, a co dopiero zestresowane całą sytuacją siedemnastolatki. Mimo tego, jestem zadowolona, że mogłam mieć takie doświadczenie. W końcu media są mi bliskie z racji moich planów na przyszłość. Po prostu teraz zawsze wcześniej poprosimy pytania zanim udzielimy wywiadu. Ale co? Kolejne doświadczenie zdobyte i to jakże praktyczne! 😀

 

  • Przeprowadzaliśmy także warsztaty w szkołach. Obawiałam się, że dzieciaki (powiedział dzieciak haha) nie będą mnie słuchać, a może nawet mnie zlekceważą. Teraz mi wstyd, że tak bardzo się myliłam. To dość niebywałe, ale dzieciaki grzecznie mnie słuchały, a co więcej bardzo chętnie ze mną dyskutowały. Pokazały mi inną perspektywę problemu, której ja nie dostrzegałam. Co więcej, zdobyłam doświadczenie w publicznej prezentacji. To również spodobało mi się na tyle, że zaczęłam myśleć, czy nie połączyć tego jakoś z moimi zawodowymi planami na przyszłość. Nie, nie mówię tutaj o nauce w szkole haha. Gdybym była nauczycielką, te dzieci byłyby biedne… Nie, no może bym ich nie udusiła, ale mam do nich za mało cierpliwości. Miałam na myśli raczej coś związanego ze szkoleniami, występami publicznymi… Ja mam tyle planów na przyszłość, że nie wiem co wybrać, serio. Może kiedyś napiszę o tym posta? 😀

 

  • Najbardziej jednak ucieszyły nas… bardzo pozytywne odzewy ze strony naszych przyjaciół, znajomych, a nawet nauczycieli. Uwierzcie, że to cudowne uczucie, kiedy ludzie, tacy których nawet wcześniej nie znaliście, chwalą i dopingują Twoją pracę. Dało mi to ogromną odwagę w założeniu bloga. Nie boję się, że ktoś to skrytykuję, tylko robię wszystko by ludzie to chwalili i powiedzieli, że Twoje działania zachęciły ich do pracy nad sobą albo przemyśleniem jakiejś kwestii.

 

O matko, ale się rozpisałam. Nie sądziłam, że ten temat aż tak mnie pochłonie, ale jest to dla mnie tak ważne doświadczenie, że chciałam się z Wami tym podzielić. Róbcie projekty społeczne, bierzcie udział w Zwolnionych z Teorii. Satysfakcja podczas ukończenia projektu wynagrodzi Wam wszystko – kłótnie, nieprzespane noce, nerwy i łzy. Mimo tego wszystkiego, powiecie, że i tak było warto. Zresztą róbcie cokolwiek, co tylko Was rozwija i powoduje, że stajecie się lepszymi ludźmi. Wiecie, nie tylko pod względem intelektualnym, ale też takim duchowym i charakterologicznym.

Dzięki akcji, a przede wszystkim dzięki doświadczeniom, jakie zebrałam podczas tworzenia „Nie hejtuję, bo czuję”, założyłam bloga.  A może również Ciebie udział w tej Olimpiadzie zainspiruje do czegoś większego, do dalszego inwestowania w siebie? Więc teraz zmykaj na stronę Zwolnionych z Teorii i twórz coś swojego. No już, dawaj! Nie każ się prosić… Nie pożałujesz, serio, serio! 😀