Też tak czasem masz?

Dopada Cię czasami taki „bezsens życia”? Czujesz, że nic nie ma sensu, że nic się nie układa, a wszyscy dookoła są na Ciebie wkurzeni? Piąteczka, coś nas jednak łączy.

Zaczętych wpisów mam chyba z pięć. Miałam pomysł, zaczynałam pisać, ale gdy zmierzałam ku końcowi wszystkie słowa, które przed chwilą przelałam na monitor komputera wydawały mi się słabe, niewyrażające tego co chciałam przekazać albo niewystarczające dobre na bloga. Przecież powinnam pisać pełniejszymi zdaniami, nie zaczynać od „ale” i stosować więcej ciekawych porównań. Poza tym, co to za temat? Nikogo przecież nie zainteresuje ani nie zainspiruje, a klikalność będzie bliska minus dwadzieścia. No właśnie, może w ogóle dam sobie z tym wszystkim spokój, jeśli nikt tego bloga w ogóle nie czyta. To wszystko jest bez sensu.

„Dobra, Karo, ogarnij się!” powiedziałam stanowczym głosem sama do siebie. Tak, gadam sama ze sobą. To bardzo ważne, żeby chociaż od czasu do czasu takie rozmowy ze sobą prowadzić. Przecież nasz najbliższy przyjaciel mieszka w nas samych. Nigdy się od niego nie uwolnisz, jesteśmy z góry na niego skazani, więc lepiej go poznać i żyć z nim w zgodzie niż prowadzić wieczną wojnę.   Wtedy też powiedział mi, żebym wzięła się w garść i zaczęła myśleć inaczej. To nic złego, że miewam słabe chwile, kiedy nic mi się nie chce, a kiedy już się zachce to nic nie wychodzi tak jak powinno. Przestałam skupiać się na wszystkich porażkach minionego roku i przypomniałam sobie o sukcesach. Zamalowałam skutecznie pryszcza, przez którego nie wyglądam jak Angelina Jolie ani Emma Stone (nawet przepięknie umalowana nie wyglądam tak jak one, ale co z tego?) i zakończyłam debatowanie nad tym, jaka jestem pokarana przez los, że w ogóle pojawił się na mojej twarzy. Otworzyłam oczy i zobaczyłam, ile cudownych rzeczy i ludzi mnie otacza. Jak dobrą kawę wypiłam w przyjaciółką, jak dobrze dzisiaj idzie mi granie na pianinie albo jak pyszne ciasteczka upiekłam.

Co więcej, bloga piszę przede wszystkim dla siebie. Nie dla kliknięć, nie dla pieniędzy, nie dla giftów. Byłoby cudownie, gdybym mogła na nim zarabiać. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie. Każdy by chciał. Myślę też, że nie robię zbyt dużo w tym kierunku, aby tak było. Pewnie gdybym pisała więcej i częściej, publikowała więcej zdjęć a mniej tekstu, podejmowała więcej lifestylowych tematów – czytelników byłoby więcej. Ale po co robić coś wbrew sobie? Przecież nikt mi nie każe. Robię tak jak chcę, bo mogę, bo tak czuję. Wtedy jestem fair wobec siebie i wobec Ciebie, drogi czytelniku.

Deszczowa pogoda za oknem sprzyjała odczuwaniu „bezsensu życia”. I spoko, każdy musi przejść ten okres. Nie pozwól tylko, by trwał on za długo. Dzisiaj wyszło u mnie piękne słońce, a to świetna okazja by pójść na spacer i pogadać ze sobą. Odkryjesz wtedy jak mnóstwo skarbów skrywa Twój najbliższy przyjaciel i jak wiele rzeczy, dzięki nim możesz jeszcze zrobić w tym bezsensownym życiu.

  • Też tak czasem mam, i to właśnie dziś, teraz, kilka takich rozterek mi chodzi po głowie. I miło przeczytać wtedy taki post, zobaczyć, że ktoś inny też tak ma, i dostać małego pozytywnego kopniaka 🙂 dzięki

  • Irmina

    wow, nawet taki Twój zwykły wpis o „słabszych chwilach” potrafi mnie zainspirować 🙂 Dziękuję!
    Co do bloga, moim zdaniem super jest to, że nie idziesz w lifestyle, bo to czyni go wyjątkowym, przyciągającym uwagę – dlatego, że się wyróżnia. Że nie jest jak „wszystkie inne” – typowo o tym jak minął Ci dzień (swoją drogą uważam, że zrobiły się one już troszkę nudne bo ile można wciąż czytać o tym samym!) A u Ciebie jest zróżnicowanie, zagląda się na Twojego bloga by odpocząć, zebrać myśli, przemyśleć pewne sprawy. Jesteś takim „kącikiem Zen” 🙂

    • Dziękuję! Uwielbiam czytać Twoje komentarze. Cieszę się, że ze zostałaś ze mną na dłużej i śledzisz bloga. To dla mnie bardzo ważne. Jestem przeszczęśliwa, że moje wpisy Cię inspirują. Moja misja powoli się wypełnia! Ściskam <3