Wróciłam

Zastanawiacie się pewnie, czy umarłam, wyjechałam na inny kontynent czy po prostu porzuciłam bloga. Jeśli mnie dobrze znacie to wiecie, że prędzej umrę niż porzucę bloga. W ostatnim czasie, faktycznie bliska byłam rzucenia wszystkiego w cholerę, spakowania walizki i ucieczki gdzieś, gdzie nikt by mnie nie znalazł, gdzie byłaby cisza, spokój, ja i książka. I nie byłby to  podręcznik od historii albo zeszyt ze słówkami z niemieckiego.

Nie publikowałam nic na blogu, bo za dużo się działo. Wrzesień był chyba najbardziej zwariowanym miesiącem w ciągu ostatnich kilku lat. Stałam przed kilkoma ważnymi decyzjami, musiałam zmierzyć się z ogromną ilością pracy, większą niż zwykle, przy okazji szukając sposobu na rozciągnięcie doby. Zaliczyłam też zwątpienie, że nic nie osiągnę, no chyba, że życiową porażkę. Na szczęście, przeszło mi szybciej niż myślałam, więc otrzepałam portki i ruszyłam dalej. Na pełnych obrotach, bo przecież ja nie umiem inaczej. Przekonałam się także, że sen jest potrzebny i jak się go lekceważy to ręce się trzęsą niczym na głodzie narkotykowym, a produktywność spada do zera. W dodatku worki pod oczami wcale nie dodają uroku.

Zawitał październik, mój ostatni miesiąc bycia dzieckiem. Jesień zawsze kojarzy mi się z początkiem miłego okresu – obchodzę urodziny jak większość moich przyjaciół (portfel cierpi, oj cierpi), piję hektolitry zielonej herbaty i mam większą chęć do czytania książek. To brzmi jak opis zdjęcia z Pinterestu, więc dodam trochę nutki grozy z rzeczywistego życia. Jesień to też mokre skarpetki, bo trampki zawiodły podczas ulewnego deszczu. Ładnie ułożone włosy po wyjściu z domu wyglądają gorzej niż po wstaniu z łóżka. Poza tym, wieczory są dłuższe, dopada nas wzmożona senność i tęsknota za słońcem.  Ale jak się nie ma co się lubi… to sobie wmawiaj, że to co masz jest super. Tak też staram się robić. Podobno za tydzień ma przybyć do Polski piękna, złota jesień, czyli czas, kiedy wszyscy fotografowie zacierają rączki z nadzieją na klimatyczne ujęcia…

Wróciłam, jestem, będę pisać. Mam ogromną nadzieję, że znowu regularnie. Trzymajcie kciuki.

Miłego wieczoru i mam nadzieję, że do szybkiego zobaczenia. A właściwie przeczytania.