• Home
  • Moimi oczami
  • Wysportowana pupa i umięśniony brzuch to nie jest przepis na szczęście

Wysportowana pupa i umięśniony brzuch to nie jest przepis na szczęście

Nie chodzę na siłownię, a jestem szczęśliwa.  Czasami zjem coś słodkiego i dzięki temu jestem jeszcze szczęśliwsza. Nie wypinam się przed lustrem by zrobić sobie zdjęć po zakończonym treningu. I znowu, po raz kolejny mogę powiedzieć, że mimo tego jestem szczęśliwa. Mam dosyć tej fitnessowo-dietetycznej propogandy. Siłowania pięć razy w tygodoniu, zdrowe jedzenie i cudownie umięśniona pupa to nie jest przepis na życiowe szczęście.

Moje podejście do sportu zmienia się jak w kalejdoskopie. Kiedy są wakacje i mam mnóstwo wolnego czasu staram się ćwiczyć, jeździć na rowerze, uprawiać jogę czy biegać. Natomiast w natłoku codziennych obowiązków, czyli szkoła, zajęcia, blog i jeszcze jakieś życie osobiste, po prostu nie mam na to czasu. Jeszcze niedawno miałam z tego powodu ogromne wyrzuty sumienia. Przecież te wszystkie piękne, chude laski z Instagramu chodzą na siłownię, jedzą zdrowe żarcie, a ja co? A ja właśnie nic. Mam życie, w którym priorytetem nie jest trening. Nie jestem trenerką fitness. Jestem licealistką z mnóstwem obowiązków, na które sama się zdecydowałam. Zamiast siłowni wybieram grę na pianinie czy naukę języka, ale to nie czyni mnie mniej szczęśliwą. Nie pozwolę sobie wmówić, że to właśnie trening sportowy uporządkuje moje życie albo sprawi, że uwierzę w siebie. Charakter mogę tak samo kształtować grając na pianinie jak robiąc squady. Zarówno grając i ćwicząc pokonuję własne ograniczenia, staję się lepsza, pokazuję sobie, że mogę więcej.

Nie uważam, że ruch fizyczny w naszym życiu nie jest ważny. Każdy z nas powinien poskakać, pospracerować czy nawet podźwigać te ciężary na siłowni by na starość móc biegać za swoimi wnukami i cieszyć się życiem po sześćdziesiącce. Wyobraź sobie tylko, emerytura, mnóstwo wolnego czasu – możesz zwiedzać świat, robić wszystko na co teraz nie masz czasu. Musisz mieć jedynie zdrowie by to zrealizować. To jak traktujesz je teraz, będzie miało efekty za kilkadziesiąt lat. Chodzi mi natomiast o wszystko to, co dzieje się w mediach społecznościowych. O to szaleństwo i usilne przekonywanie innych, że piękne ciało uzyskane po godzinach ćwiczeń na siłowni da nam szczęścia. Owszem, jeżeli ktoś ma problem z nadwagą koniecznie powinien zrobić wszystko by to zmienić. Mam na myśli jednak osoby o szczupłych sylwetkach, zgrabnych nogach, które przez tę manię wpędzają się w kompleksy. Moda na zdrowy styl życia zaczyna przeradzać się powoli w obsesję. Wszystkie znane osoby albo zaczęły chodzić na siłownię, albo mają pudełkową dietę, albo właśnie odkryły cudowne efekty sokowego detoksu. I to wszystko daje im taką radość, że jedyne co to tylko spróbować i być szczęśliwym tak jak oni. Wkurza mnie to, bo to gucio prawda. Nie jest tak i nie będzie. Myślę, że oni wszyscy  czasami skrycie marzą, aby poleżeć na kanapie z pudełkiem waniliowych lodów.

By mieć kratkę na brzuchu trzeba ćwiczyć tak często, że nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić, kiedy miałabym to robić. Trzeba liczyć kalorie, bez końca analizować co można zjeść a czego nie. A to wszystko po to by pokazać się na Instagramie? Żeby zabłysnąć na plaży jeden tydzień w roku? Szczęściarze, mogą się nim chwalić przez dwa tygodnie.

Moda na zdrowy styl życia z pewnością przypomniała wielu osobom o tym, że warto się poruszać czy zwrócić uwagę na zawartość talerza. Obawiam się tylko, że zaczyna przeradzać się to w obsesję. Nie, siłownia to nie jest przepis na szczęście. Ładna pupa nie sprawi, że poczujesz się pewniejsza siebie. Pewność siebie jest głowie i dopiero jeśli tam wszystko sobie ułożysz osiągniesz szczęście.

  • Irmina

    Nareszcie ktoś mądrze wypowiedział się na ten temat! Ta „moda” na prowadzenie zdrowego trybu życia jest już męcząca. Tak samo niesamowicie irytują mnie osoby, które za wszelką cenę chcą teraz uświadamiać o tym byśmy nie jedli mięsa i produktów zwierzęcych (bo wtedy na pewno też się lepiej poczujemy!) i przecież to takie okrutne. Uważam, że jedna i druga sytuacja to sprawa indywidualna, jeżeli wmówię sobie, że zdrowe jedzenie i siłownia mnie uszczęśliwią, tak samo niejedzenie mięsa – super! Ale jeżeli jedzenie mięsa, frytek, lodów itd również mnie uszczęśliwia to to też jest okej. „Ładna pupa nie sprawi, że poczujesz się pewniejsza siebie. Pewność siebie jest głowie i dopiero jeśli tam wszystko sobie ułożysz osiągniesz szczęście.” – idealnie to podsumowałaś 🙂 Cieszy mnie, że mamy podobny tok myślenia 🙂

    • Cieszę się, że mam takich mądrych czytelników, których stać na takie piękne komentarze. I nie tylko dlatego, że podzielasz moje zdanie! haha Dziękuję, miło mi bardzo!!!