Żegnając stary, witam nowy

Jeśli istnieje przesąd, że jaki ostatni miesiąc roku taki cały następny rok to ja już mogę się zakopać pod kołdrę i nie wychodzić stamtąd przez najbliższe kilka miesięcy. Ostatnio wszystko było nie tak, kompletnie nie tak. Liczyłam, że magia świąt mnie rozweseli, zmieni moje nastawienie, ale nawet „Last Christmas” w radiu i świąteczne dekoracje nie dały rady. W związku z tym, mam ogromne oczekiwania co do nowego roku. Może nowy, świeży start przywróci mi pozytywne nastawienie i motywację do… wszystkiego.

Nigdy nie robię podsumowań tego, co wydarzyło się w minionym roku. To pewnie przez to, że moje wspomnienia nie są chronologiczne i nigdy nie wiem, czy dana sytuacja wydarzyła się w 2015 czy 2017 roku. Zresztą, nie lubię patrzeć wstecz, bo wtedy bardzo łatwo się potknąć i przewrócić, a przez  to zwolnić tempo biegnąc przede siebie. Oczywiście, ostatni rok był dla mnie ważny, ponieważ w końcu stałam się dorosłym człowiekiem. Oprócz tego, że mogę legalnie pić alkohol i prowadzić samochód nie zmieniło się nic. Owsianka na śniadanie smakuje tak samo, nadal zdarza mi się zapomnieć portfela i wciąż wyskakują mi pryszcze. A więc wszystko w normie. Postanowień też nie robię, ponieważ impulsywność to moje drugie imię, więc jak coś tylko wymyślę to działam od razu. Czasami niestety bez zastanowienia, ale to historia na inną okazję… Zresztą, gdybym nawet stworzyła piękną listę z mnóstwem rzeczy do zmiany albo do wykonania to i tak w połowie lutego bym tą kartkę wyrzuciła z powodu frustracji, że nic nie zrealizowałam.

Wiem też, że 2018 rok będzie szalony, inny, pełen wyzwań i nowych doświadczeń. W końcu napiszę tę upragnioną maturę i już na zawsze będę mogła się pożegnać z instytucją pod tytułem szkoła, przeżyję najdłuższe wakacje w swoim życiu i zacznę być dumną studentką (taki jest plan, ale wiecie jak to bywa z planami ;)). Może w końcu znajdę motywację, która skutecznie ukrywa się gdzieś przede mną od miesiąca, a dzięki temu zacznę patrzeć na świat z bardziej pozytywnej perspektywy. Łudziłam się, że może kilka dni wolnych od szkoły, odpoczynek, spotkania z przyjaciółmi dodadzą mi energii, ale stało się wręcz przeciwnie. Jak się pieprzy to wszystko, raz a porządnie. Mój tata  zawsze powtarza, że jak się spieprzy to się polepszy, więc jako silna i niezależna (już teraz z samochodem, więc naprawdę niezależna) kobieta postanowiłam się nie poddawać i tanecznym krokiem wejść w nowy rok. W końcu zawsze wmawiałam Wam tutaj, żeby się nie mazać, otrzepać portki i biec dalej! Dlatego przyjmuję waleczną postawę  pełna wiary, że się uda. Na przykład, teraz jestem z siebie bardzo duma, że w końcu zabrałam się do napisania nowego posta, że udało mi się zrobić zdjęcia, a potem je tak pięknie obrobić. No przyznajcie, że efekt retro robi robotę! Co więcej, przed południem zapukało do mojego okna słońce, a dzięki temu poczułam wewnętrzny przypływ radości i spokoju, a na twarzy pojawił się długo niewidziany uśmiech.

Tego też Wam życzę Kochani, niezależnie jak dużo wyzwań przed Wami w nowym roku. Cieszcie się z małych rzeczy, znajdźcie siłę by tworzyć, działać i żyć tak jak tylko chcecie. Ale gdzie te siłę znaleźć, zapytacie? Pójdźcie na spacer, pogadajcie sami ze sobą, zróbcie porządek tu i tam. Z otwartą i spokojną głową będzie Wam łatwiej sprostać życiu, jakkolwiek trudne by ono nie było. Moc uścisków, K.