Podróż do wnętrza samego siebie

„Od września zaczynam ćwiczyć! Nie ma wymówek. Dobra organizacja i co tydzień wpadam na trening do fitness clubu.” Jest połowa września, a ja nie byłam na żadnym treningu. Dlaczego? To bardzo długa historia.

Na pierwszym i ostatnim, jak się za chwilę dowiesz, treningu byłam w ostatnim tygodniu sierpnia. Ubrałam się w swój sportowy strój i z radością, że w końcu poćwiczę z kimś żywym a nie jedynie z wirtualną Ewą Chodakowską (swoją drogą, świetna kobieta) podreptałam na trening. Weszłam do clubu i doznałam… rozczarowania. Było tyle osób, że na sali brakowało miejsca. Musiałam się naprawdę nieźle, nomen omen, nagimnastykować, żeby nikogo nie uderzyć. Poza tym, wszystko działo się szybko. Za szybko. Nie nadążałam za układem, który wykonywało się na stepie, a nazw poszczególnych ćwiczeń, których używała trenerka, nie znałam. Ale nie to było najgorsze. Najgorsze były te kobiety, te żywe organizmy, z którymi tak bardzo pragnęłam ćwiczyć. Czułam, że traktują mnie jak jakiegoś… hm, intruza?  Przecież one, zaprawione w bojach, znają cały układ i nawet nie muszą słuchać trenerki. One już wiedzą jakie przyrządy są potrzebne do poszczególnych ćwiczeń. One nie potrzebują łyka wody po rozgrzewce.
Pomyślałam sobie: „Spadam stąd. Wolę już wirtualną, ale niezwykle miłą, Chodakowską niż tabun naburmuszonych kobiet.” Wychodząc, z popsutym humorem, że zmarnowałam cenną godzinę ze swojego życia i jeszcze cenniejsze dwadzieścia złotych, rzucił mi się w oczy biały, minimalistyczny plakat z wielkim napisem „Joga”. Nie, to przecież nie dla mnie. Medytacja, oddechy, świeczki, kadzidełka. Jak ja, człowiek stąpający twardo po ziemi, ma uwierzyć w takie farmazony? No way!

Dzisiaj medytacja to nieodłączna część mojego dnia, a wtorkowe zajęcia jogi na stałe wpisały się w mój tygodniowy rozkład zajęć. Cisza i spokój. To dwa słowa, które najlepiej je opisują. Nostalgiczna muzyka, aksamity głos joginki i brak pośpiechu ujęły mnie najbardziej. W trening cardio czy każdym innym nastawionym na spalanie kalorii, ćwiczenia należy wykonywać szybko, bo ostygniesz, bo nie spalisz tych cholernych kalorii. A mi nie chodzi o spalanie kalorii. Ważne jest to, bym regularnie ćwiczyła ciało – z myślą o zdrowiu. Joga oprócz tego daje mi o wiele więcej – spokój wewnętrzny. Powoli uczę się skupiać tylko na oddechu podczas wykonywania ćwiczeń i słuchać swojego ciała. To bardzo trudne zadanie, by Twój umysł nie zajmował się tematem rozprawki na jutro, ilością słówek z angielskiego do nauczenia  czy ważnym telefonem do przyjaciółki. Ale jeszcze cudowniejszy jest fakt, że to moje ciało dyktuje co dzisiaj będę ćwiczyła, na co ma ochotę i siłę. Joga ma być przyjemnością dla ciała, a nie jego katowaniem. Ma dawać relaks i wyciszenie, a nie strużkę potu cieknącą po czole.

Kiedyś nie lubiłam ciszy. Będąc sama w domu, zawsze włączałam telewizor albo muzykę, bo nie słysząc żadnych dźwięków czułam się nieswojo. Od pewnego czasu to się zmienia. Tysiące bodźców, które docierają do mnie na ulicy, szczególnie ich olbrzymie natężenie w centrum dużego miasta, bardzo mnie męczą. Zbawienne działanie ciszy odkryłam na jodze. Pod koniec każdych zajęć, muzyka zostaje wyłączona. Mogę wtedy wsłuchać się w swój oddech i w swoje ciało. Zdałam sobie sprawę, że cisza brzmi najpiękniej na świecie. Teraz odwiedzając moją babcię, która mieszka w samym środku lasu delektuję się każdą chwilą. Z  kubkiem czegoś ulubionego do picia, siadam na huśtawce i wsłuchuję się w szum drzew. Tak, tak , wiem – ja się chyba starzeje…. hahaha!

Jedyne, czego żałuję, to to, że medytację odkryłam dopiero teraz, bo już od dawna jej potrzebowałam.

Jeśli teraz odpaliłeś/łaś YouTube i na myśl przychodzi Ci tylko: „Cooooo? Przecież przy tych ćwiczeniach można umrzeć z nudów!”  – spoko, moja reakcja była identyczna. Zajęcia na żywo, z instruktorem, który daje Ci wskazówkę, co poprawić w danej pozycji, a przede wszystkim instruuje jak kierować oddechem, są czymś zupełnie innym. Są podróżą do wnętrza samego siebie.

Bilet kupisz w najbliższym fitness clubie, jest niedrogi. A wnętrze samego siebie może Cię nieźle zaskoczyć. Miłej podróży.