Piękne, wolne, otwarte

19 lat temu pewien kompozytor przyjechał do małej nadmorskiej miejscowości w Holandii i wynajął sobie pokój w Bell Hotel na dwa tygodnie. Aż do dziś nazywają go królem Bell Hotel. Dlaczego? Bo wciąż tam mieszka.Regularnie płaci za pokój. Codziennie na śniadanie jada to samo i przy tym samym stoliku.  Czy jest lepszy dowód na urok tego kraju niż jego historia?

Nie widziałam w Holandii wiele, zaledwie Amsterdam i parę małych miejscowości w pobliżu, ale to mi wystarczyło, aby zrozumieć wspomnianego kompozytora. Stolica ma niesamowitą atmosferę, nie jest to ten sam urok z którym spotkać się można na włoskich czy hiszpańskich, tajemniczych, wąskich uliczkach, w których czuć tradycję, historię, a widać małą, niejako zamkniętą społeczność. Amsterdam jest miastem ludzi. Wszystkich ludzi. Nie panuje tam żadna segregacja, nie rządzą stereotypy, jest to miasto wolne i otwarte. Amsterdamczycy są niezwykle uprzejmi i gościnni, każdy z nich zna bardzo dobrze angielski. Nie ma  miejsca gdzie się nie dogadasz. Na ulicach wiszą flagi. Flagi Holandii i flagi tęczowe, które dla mnie były tam symbolem otwartości na różnorodność, braku krępacji w wykonywaniu wyborów i braku zbędnego wstydu. Jest to też miasto w którym panuje tak zwana filozofia sex positive. Na ulicach bez żenady obok sklepów z jedzeniem, ubraniami mieszczą się sklepy erotyczne, a w ich witrynach widać oferowane, niezwykle różnorodne produkty.

Będąc już przy tym temacie muszę wspomnieć o Dzielnicy Czerwonych Latarni. To najstarsza dzielnica w Amsterdamie. Jak można się łatwo domyślić to nie z tego jest znana. Światową sławę zawdzięcza skupisku klubów nocnych i domów publicznych. W Holandii prostytucja jest oczywiście legalna, ale tylko w wyznaczonych do tego miejscach, znaczy to tyle ze nie można prostytuować się na ulicy, na, że się tak wyrażę, własna rękę. Dzielnica Czerwonych Latarni była dla mnie rzeczą kompletnie szokująca, bo całkowicie nieznaną. Byłam tam wieczorem gdy dopiero ruch w tej okolicy się zaczynał. Wchodzę w pierwszą ulice i widzę zakaz robienia zdjęć i napis ‚respect the ladies’. Ulica bardzo wąska a po dwóch stronach witryny, niczym nie różniące się od sklepowych, tyle że zamiast produktów, prezentowały się tam prawie nagie panie, chcące zachęcić potencjalnych klientów. Oprócz tego mnóstwo klubów nocnych, a nawet teatrów erotycznych, oferujących różne rodzaje pokazów na żywo. Znajduje się też tam bardzo wiele sklepów erotycznych, był nawet outlet takiego sklepu, co naprawdę mnie zszokowało. Ciekawe jest to, że można zwiedzić Dzielnice w nocy  z przewodnikiem. Właściwie przewodniczkami, dwiema bliźniaczkami, starszymi paniami, które około 50 lat pracowały jako prostytutki. Ponoć znają wiele zabawnych historii i odpowiadają na wszelkie pytania. Nie miałam przyjemności wzięcia udziału w takiej wycieczce, ale jeszcze nic straconego. Naprawdę bym chciała! To musi być niezwykle ciekawe doświadczenie.

Schodząc z tego szalenie interesującego tematu, chciałam opowiedzieć o holenderskiej architekturze, a właściwie o domach jednorodzinnych. Taki dom to moje marzenie, z wielkim oknem i kwiatami. Każdy Holender ma na parapecie kwiaty, to wygląda ślicznie i wzbudza miłe skojarzenia. Domy często są stare, a na froncie raz po raz pojawia się data założenia albo jakieś hasło, np Carpe Diem. Mieszkając w takim domu bałabym się tylko jednego, że ktoś by mi zaglądał w to wielkie okno. Jednak mieszkańcy tego nie robią, bo jest to straszliwie niekulturalne, narażona bym była więc jedynie na wścibskie oczy turystów (przyznaję, ja zaglądałam).

No i ostatnia rzecz, z której Holandia jest znana: tulipany. W miejscowości Lisse prawie wszyscy je uprawiają, na wielkich polach, co sprawia niezwykłe wrażenie. Tak jak u nas pszenica tak u nich wielokolorowe kwiaty. Miejscem gdzie można je zobaczyć z bliska jest Keukenhof: ponad 7 milionów cebulek kwiatów, 32 ha, a dodatkowo wspaniałe oranżerie. Ja nigdy nie interesowałam się kwiatami, ale to naprawdę tworzy niezwykły efekt. Zresztą wszystko widać na zdjęciach.

W roli podsumowania zachęcam wszystkich do odwiedzenia Holandii, Amsterdamu i zapewniam, że sama też się tam wybiorę i to pewnie nie raz.

 

 

image

image

image

image

image

image