Żal, smutek, rozpacz…

Wakacje za granicą. Dla większości podróże kojarzą się odpoczynkiem, poznaniem ciekawych kultur, poszerzeniem swoich horyzontów, jednak takie wyobrażenia często przysparzają nam zbędnych rozczarowań. Będąc na majówkowym wyjeździe (na Fuerteventurze) liczyłam, że spędzę wycieczkę swojego życia lub zwyczajnie się zrelaksuje. Niestety żadne z tych się nie spełniło. Hotel jak hotel, łóżka, szafa, stołówka i basen….właśnie basen! Ja nie wiem co ludzie sobie wyobrażają kupując wczasy za granicą. Po co wyrzucać pieniądze tylko po to, by siedzieć nad basenem i moczyć przysłowiową gębę w procentach? Nie dość, że poziom towarzystwa był jaki był, to również „rozrywki” były dostosowane do publiki.

  • Poniedziałek konkurs picia na czas.
  • Wtorek quiz muzyczny ( Nagrodą rzecz jasna był drink)
  • Środa skakanie do basenu po wodnym moście. (Oczywiście to było przewidziane wyłącznie dla dzieci, ale podchmileni wczasowicze bawili się przednio.)

Hałas na około, jednak pomimo tego jakże barwnego miksu językowego dało się usłyszeć ojczyste słowa „k*rwa Janek, ale upał!”. Cztery słowa doprowadziły mnie do całej ferajny Polaków. Strasznie żałuję tego, iż idealnie wpasowali mi się w stereotyp „polaka cebulką”. Skoro jesteśmy przy temacie cebuli to pragnę zauważyć, że mamy warstwy.

  1. Pierwsza to krem z filtrem (potem i tak wszyscy czerwoni)
  2. Druga to pot (choć można uznać, że przez swoje mieszanie się z kremem UV mamy dwa w jednym)
  3. Trzecia wychodzi tylko czasem, gdy słońce przygrzeje, a promil się wydobywa. Powstaje w ten sposób niesamowita tarcza obronna. Każdy trzyma się na kilometr, przepuszcza tylko swoich.

Kończę swój wywód o alkoholowych ekscesach, teraz chciałabym zwrócić uwagę na rażący problem, który pozwoliłam sobie nazwać problemem P. Skąd ta nazwa? Od wszechobecnych PIERSI. Tam gdzie ciepło będą i one. Stare, młode, ładne, brzydkie, blade, ciemne, jedyne co zostaje to wybierać. Jest to tajna technika nabierania ciemnego kolorytu skóry. Wyjeżdża kartka, wraca skwarka. Wracając, tłumy Pań paradujących jak je natura stworzyła (choć zdarzały się i sztuczne). Nie rozumiem, czy nie mają jakiegoś poczucia, że innych to może zniesmaczyć? Opalanie się jeszcze przeboleje, ale granie topless w siatkówkę? Mając lat 50+? Przyznam, choć to dość brutalne, że niekiedy odbierało mi to całą przyjemność plażowania.

Podsumowując, główne punkty wyjazdu zostały odsunięte w cień, a w mojej głowie pozostał obraz golizny zakrapianej rumem.