• Home
  • Recenzje
  • Harry Potter i Przeklęte Dziecko, czyli krótka historia, o tym, że zaczynam się starzeć

Harry Potter i Przeklęte Dziecko, czyli krótka historia, o tym, że zaczynam się starzeć

Od dziecka nienawidziłam Harrego Pottera. Pamiętam, jak moi koledzy w przedszkolu bawili się w poszczególne części powieści, rzucając zaklęcia, otwierając Komnatę Tajemnic czy sporządzając Eliksir Wielosokowy, a ja stałam z boku i się dziwiłam, co ich w tym tak ekscytuje. Kilka lat później, sama się ekscytowałam. Nawet bardziej. A to wszystko z powodu jednego, pozornie nieudanego prezentu gwiazdkowego.

Miałam wtedy może z 11 lat. Mój chrzestny, wiedząc, że uwielbiam czytać, sprawił mi książę. On sam już nastolatkiem od dawna nie był, jego syn także, więc porady poszukał u pani w księgarni. Przekonywała go, że młodzież na całym świecie zaczytuje się w przygodach młodego czarodzieja, więc pełen nadziei, że ja również ją pokocham, kupił ją.
Kiedy już ją dostałam, pełna ekscytacji, rozrywam papier i… podnoszę głowę i z nieśmiałym uśmiechem na twarzy dziękuję za prezent. Pomyślałam, ze jak już ją dostałam to przeczytam, mimo wcześniejszych uprzedzeń. W końcu, film to nie to samo, co książka. Tak już mam, że u mnie w domu nie ma takiej książki, do której bym nie zajrzała. Nawet, medyczne cegły mojego taty zostały przeze mnie dokładnie obejrzane, mimo tego, że nie rozumiem z nich ani słowa. Zaczęłam czytać i z każdą kolejną stroną byłam coraz bardziej przesiąknięta tym pełnym magii światem. Ostatecznie, skończyło się na tym, że mój wujek musiał kupić mi kolejne części. Chyba się nie spodziewał, że jedna książka pociągnie za sobą taki tok wydarzeń, który nadszarpnie jego portfel. Ta historia pokazała mi, że najpierw należy coś przeczytać, obejrzeć, doświadczyć na własnej skórze, zanim się zniechęci.

_dsc1705

Z tego powodu, z ogromną nadzieją sięgnęłam po nową część przygód ukochanego czarodzieja. Właściwie to już nie jego, a jego syna. Książka jest napisana w formie dramatu, co sprawia, że można ją przeczytać w kilka godzin. Niestety ubogie słownictwo w pewnych momentach bardzo mi przeszkadzało. Być może, na teatralnej scenie, przy dużej ilości efektów specjalnych (z didaskaliów wynika, że muszą być naprawdę widowiskowe) nie raziłoby mnie to tak bardzo. Fabułę, mimo początkowej nudy, oceniam na całkiem ciekawą. Poczułam tę odrobinę magii, jaka towarzyszyła mi kiedyś, ale mam na myśli magię dzieciństwa, a nie książki. To nie jest to, czego oczekiwałam. Po prostu oczekiwałam za dużo. Chciałam fajerwerków i trzymających w napięciu zwrotów akcji, a dostałam zimne ognie i brak zachwytu.  Teraz szukam już chyba innego rodzaju emocji – nieco dojrzalszych, głębszych. Bardziej kunsztownego, wyszukanego języka. Tego tutaj nie znalazłam.

Trudno mi to przyznać, ale może ja jestem już na to za stara. Nie wstydzę się swojego wieku, ale dzisiaj – w dniu moich 17 urodzin – zdaję sobie sprawę, że coś minęło bezpowrotnie. Nie będę już tym uroczym, beztroskim dzieckiem, którego jedynym zmartwieniem było to, dlaczego Hermiona, zamiast odważnego, mądrego i sławnego Harrego Pottera, wybrała nieroztropnego Rona. Chciałabym jednak życzyć sobie, żebym w przyszłości umiała to dziecko w sobie ponownie czasami odnaleźć. Chociażby bawiąc się z moimi przyjaciółmi w uczniów Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie.

_dsc1737

Cudowna koszulka z pierwszego zdjęcia to dzieło mojej przyjaciółki Sandry. Jeśli poszukujesz ciekawego i unikatowego prezentu albo po prostu chciałbyś sprawić sobie spersonalizowany T-shirt czy torbę – pisz, a chętnie przekażę Ci kontakt do tej zdolnej istotki.