Jeszcze jeden oddech

Kiedy myślę o swojej przyszłości, wyobrażam ją sobie jak najlepiej. Zadowolona z siebie zawodowo i prywatnie kobieta z cudowną rodziną i pięknym psem. Wszystko jak w reklamie kostki rosołowej. Dopuszczam jednak do siebie myśl, że może coś nie wyjść. Zamiast pójść na wymarzone studia, pójdę na jakieś inne, pocieszając się, że będą równie interesujące. Może mój labrador w przyszłości nie będzie miał karmelowej sierści, tylko czekoladową. Ale ta przyszłość zawsze jest „jakaś”. Lepsza, gorsza, ale jest. Nie myślę o tym, że może nie być jej wcale.

Paul Kalanith był wybitnym neurochirurgiem, absolwentem literatury angielskiej i nauk biologicznych Stanforda oraz filozofii, historii nauki i medycyny Uniwersytetu Cambridge. Człowiek niezwykle inteligentny, utalentowany i pracowity. Najpierw starannie ukończył studia, a potem zaczął pracę w szpitalu. Jego szczęśliwe życie przerwała diagnoza: rak płuc.

Przez całe życie szukał odpowiedzi na pytanie o sens życia. Najpierw w  świecie literatury i filozofii, potem jednak czując niedosyt także w świecie naukowym. Z tego powodu wybrał specjalizację neurochirurgiczną.  Codzienne obcowanie ze śmiercią pomagało mu odpowiedź na nurtujące pytanie. Widział jak atakuje tych młodych, dopiero wkraczających w życie ludzi, jak i tych starszych i doświadczonych. Kiedy przyszło mu  zmierzyć się z nią samemu – nie wiedział, że jest aż tak przerażająca. Z roli obserwatora musiał przejść w rolę uczestnika.

_dsc2727

„Jeszcze jeden oddech” to książka o chorobie i życiu ze świadomością, że zaraz się ono skończy. Nie ma tu pytań „dlaczego akurat ja?” albo nadziei na cudowne ozdrowienie. W pogodzeniu się z losem, pomogła Paulowi wiedza medyczna i ogromne doświadczenie. Doskonale wiedział, ile czasu mu zostało. Nie wiedział jednak, czym ten czas wypełnić. Dalej być neurochirurgiem, podjąć się pracy naukowej czy oddać się pisaniu książki? Mężczyzna zmagał się również z decyzją o powiększeniu rodziny w zaistniałych okolicznościach. Zdawał sobie sprawę z wiążącym się z tym egoizmem, ale  miał również świadomość, że to ostatnia szansa by spełnić swoje marzenie o dziecku. Najtrudniejsze było dla niego pogodzenie się z wizją braku jutra. „Pieczołowicie zaplanowane i wywalczone w trudach jutro przestało istnieć.” Pewność przyszłości rozmyła się wraz z usłyszeniem diagnozy. Żył chwilą obecną, nie mając pewności, jak długa będzie ta chwila.

Ta opowieść, mimo że napisana przez lekarza, operuje bogatym językiem, pełnym odwołań do najwybitniejszej literatury. Czytałam ją partiami, ponieważ wiele fragmentów skłaniało do przemyśleń, które na dłuższą chwilę odrywały mnie od lektury. Nie jest to lekkie czytadło, które zabiera się ze sobą na urlop. Nie jest to książka przyjemna, ale pełna mądrych słów i stwierdzeń, do których ponownie się wraca. To taka książka, którą czytając kilka razy na różnych etapach życia, zinterpretuje się inaczej. Dzisiaj mogę powiedzieć, że dzięki niej, uświadomiłam sobie, jak bardzo cenna jest chwila obecna i jak krucha jest przyszłość. Z trudem dopuszczam do siebie myśl, że może nie być jej wcale.

Tak jak moi pacjenci musiałem stanąć w obliczu własnej śmiertelności i 
spróbować zrozumieć co czyniło moje życie wartym przeżycia.
Wszyscy ulegamy skończoności. Sądzę, że nie ja jeden osiągnąłem ten stan 
zaprzeszły. Większość ambicji jest spełniana lub porzucona - w obu 
przypadkach odchodzą one w przeszłość. Przyszłość przestaje zaś być
drabiną, po której wspinamy się ku wyznaczonym celom, i zamiast tego 
rozciąga się przed nami płaską równiną nieskończonej teraźniejszości.
Ostatecznie należy pogodzić się z tym, że każdy z nas widzi tylko część 
obrazu. Lekarz widzi jeden fragment, pacjent drugi, inżynier trzeci, 
ekonomista czwarty, poławiacz pereł piąty, alkoholik szósty, facet 
od kablówki siódmy, hodowca owiec ósmy, indyjski żebrak dziewiąty, 
pastor dziesiąty. Ludzkiej wiedzy nie da się pomieścić w pojedynczym 
człowieku; jej źródło leży w związkach, jakie tworzymy z innymi i ze 
światem, i z tego względu nigdy nie będzie można uznać jej za kompletną. 
Prawda unosi się gdzieś ponad nimi wszystkimi