Początek i koniec

Nigdy nie wiem, kiedy na nie trafię. Mogłabym to sprawdzić za pomocą dwóch kliknięć w telefonie, ale nie chcę. Wolę sprawić sobie niespodziankę, bo za każdym razem, mimo, że widziałam je już tysiąc razy, cieszą mnie tak samo, albo nawet i bardziej.

W ciągu tych kilku minut, kiedy na niebie pojawiają się różowo-pomarańczowe obłoki mam ochotę wgapiać się w nie bez końca. Podejrzewam, że wyglądam wtedy jak rozanielony dwulatek cieszący się z długo wyczekiwanej zabawki. Najgorzej jest jednak, gdy jadę samochodem i muszę szybko nacieszyć oczy, bo za chwilę piękny widok ucieknie mi z pola widzenia. Zazwyczaj tata lub mama wtedy zwalnia, bym mogła zatrzymać tę chwilę na zdjęciu. Nie przejmuję się, tym, że mam takich zdjęć dziesiątki, ponieważ każdy wschód czy zachód słońca jest inny, niepowtarzalny i niezwykle zachwycający. Niezależnie czy widzę je w Polsce, Grecji, Tunezji czy Francji, czy gdy jestem wysoko w chmurach lecąc samolotem – zawsze czuję ten sam absolutny zachwyt.

Już się nie rozpisuję, bo wyczuwam zbyt duży patos. Zostawiam Cię ze zdjęciami, które nawet w małej części, nie oddają uroku tego zjawiska.

img_5707

img_5704

img_1625

img_3153

fullsizerender-2

_dsc0104

_dsc5450