Wywiad z Arleną Witt, część 2

Pierwszą cześć wywiadu znajdziesz tutaj.

Prowadzisz również bloga, ale ostatnio poświęcasz mu nieco mniej czasu.

Owszem, od października zeszłego roku nie pojawił się tam żaden nowy tekst, ale jest to spowodowane produkcją filmów na YouTube, co pochłania dużo mojego czasu. Oprócz tego zajmuję się innymi rzeczami, ponieważ YouTube nie jest moim źródłem utrzymania.

YouTube chyba teraz trochę wypiera blogosferę. Wiele osób twierdzi, że ona powoli wymiera.

Tak samo mówili o radiu, gdy pojawiła się telewizja. Jak to mówią, telewizorem muchy nie zabijesz, więc gazety zawsze będą potrzebne. Myślę, że blogi nie znikną tak szybko, ponieważ jest wiele osób, które wolą czytać niż oglądać. Jeśli jest potrzeba, to znajdą się twórcy, którzy te potrzeby będą spełniać. Poza tym jest wiele osób piszących świetne teksty, którzy przed kamerą nie czują się najlepiej. Oni wyżywają się w sposób pisany, a nie mówiony. I bardzo dobrze!

Wiele osób, kiedy zakładałam bloga, przekonywało mnie, że to nie ma sensu, bo przecież teraz nikt ich już nie czyta. Ja, wbrew temu, postanowiłam zacząć pisać i nie żałuję. To bardzo fajna robota!

Blogowanie jest fajne, bo jest kreatywne i nie robi się tego z przymusu. Ćwiczy motywację, samodyscyplinę. Jeśli narzucisz sobie, że będziesz raz w tygodniu publikowała tekst, to wtedy sama się starasz, żeby ten jeden tekst w tygodniu powstał. Moim zdaniem pisanie tekstów rzadziej jest lepszą strategią niż pisanie ich codziennie niż co drugi dzień, bo to jest po prostu fizycznie niemożliwe, żeby tak często stworzyć dobry tekst. Stawiając na jakość, lepiej robić rzadziej, a lepiej. Jeśli na nasz blog przychodzi nowy czytelnik, przegląda nasze teksty, to nie patrzy na daty. Po prostu je czyta, żeby zobaczyć, jakie one są. Jak będą słabe, to on więcej już tam nie wróci.

Więcej można zarobić na blogu czy na YouTubie?

Na YouTubie. Aczkolwiek ja porównuję również bardzo specyficzny temat, ponieważ działam w edukacji, a to nie jest pierwsza dziedzina, którą wybierają reklamodawcy. Oni zazwyczaj celują w rozrywkę, bo to właśnie ona dociera do największej liczby osób. Im zależy na parze oczu, a nie na tym, czy za tymi oczami jest mózg, czy nie. W tabelkach lepiej wygląda duża liczba. Nie wszyscy reklamodawcy oczywiście, ale większość.

Ale to wynika z tego, że YouTube jest jednak bardziej popularny?

Tak. Taki kanał jak mój, czyli taki mało sexy…

Ale przecież myślenie jest sexy!

No oczywiście! Choć nie każdy tak uważa, a szkoda. Mimo tego, że wydaje się, że nauka angielskiego to nudny temat, to jednak jest dosyć dużo odbiorców, a na to patrzą klienci, którzy chcą zapłacić za pojawienie się reklamy na kanale. Mój blog w takim najbardziej szczytowym momencie odwiedzało powiedzmy ok. 30 tysięcy osób miesięcznie, a na kanale w tym momencie jest 170 tysięcy subskrypcji. Publiczność blogowa budowała się mniej więcej przez 3 lata, a na YouTubie 100 tysięcy subskrypcji zdobyłam po 3 miesiącach.

Moim zdaniem przepisem na sukces jest jakość. Kiedy pierwszy raz zobaczyłam Twoje filmiki, myślałam, że to profesjonalny kurs zrobiony przez wydawnictwo, ponieważ dźwięk i obraz były świetne. Nie uważasz, że stawiając na jakość, przyciągniemy większą rzeszę odbiorców?

Tutaj działa zasada „rób tak, jak chciałbyś oglądać”. Jeśli szukasz w Internecie wartościowych treści, to sam je twórz. Po pierwsze, będzie ich więcej. Po drugie, inni zobaczą, że tak można i że warto. Jeśli komuś brakuje śmiesznych filmików, to niech je robi. Internet bez śmiesznych filmików nie byłby taki sam.

Dzięki mediom społecznościowym mogłam poznać nieco bardziej Twoją osobowość. Tam pokazujesz się z innej strony niż na YouTubie? Czy uważasz, że osobowość to ważny czynnik, tuż obok jakości i chęci?

Osobowość jest ważna, ale nie jest konieczna. Można być bardzo popularnym, szanowanym twórcą internetowym bez osobowości i charyzmy. Jeżeli robimy coś bardzo merytorycznie, a nasi odbiorcy cenią nas za treść, którą produkujemy, to ona może wystarczyć. Czasami może być też na odwrót – mamy osobowość, a nie mamy nic do powiedzenia i też można być popularnym. Są twórcy, którzy nie mają nic do powiedzenia i nie mają osobowości, ale tworzą formę i też są bardzo popularni. Czasami wystarczy tylko jeden element, ale jeśli jest ich więcej, to jest po prostu łatwiej. Jeżeli się to wszystko połączy z umiejętnością występowania przed kamerą, taką cechą, która sprawia, że chce nam się mówić do ludzi i może też troszkę chęć bycia popularnym…

… ale chęć bycia popularnym pomaga w osiągnięciu sukcesu? Wiesz, takie myślenie w stylu „zakładam bloga, po to, żeby być sławnym blogerem i mieć z tego profity”.

Nie mówimy tutaj o motywacji, tylko o tym, że jest to jeden z czynników, który ułatwi nam dotarcie do jak największej grupy odbiorców. Popularność a grono odbiorców to są dwie różne rzeczy. Ktoś jest popularny, bo zależy mu na sławie. Ale ktoś chce dotrzeć do jak największego grona odbiorców, bo chce mówić do ludzi albo chce, żeby czytali jego teksty, rozumieli go i może też się czegoś od niego nauczyli. Jedno z drugim się niestety wiąże. Nie każdy, kto chce tworzyć coś, co trafia do szerokiego grona odbiorców, chce być popularny. Tutaj świetnie jako przykład pasuje Sia, która ukrywa swoją twarz i występuje na koncertach w peruce zasłaniającej twarz. Niektórzy fani są tym oburzeni, że kupili bilet na koncert, a piosenkarka nie pokazuje im swojej twarzy – przecież ja płacę i ja wymagam, nie? A ona wcale nie musi. Tworzy muzykę i jestem przekonana, że jest szczęśliwa, że mnóstwo osób ją lubi i słucha jej muzyki, ale jej na popularności nie zależy. Jak widać, to nie zawsze musi iść w parze.

Ale jest wiele osób robiących coś w Internecie tylko z jednego powodu – chęci bycia rozpoznawalnym…

Ale to widać również w mediach tradycyjnych. Znamy sporo nazwisk z telewizji czy portali plotkarskich i nie mamy pojęcia, z jakiego powodu je kojarzymy. Na przykład nie wiemy, o czym chcielibyśmy z tą osobą porozmawiać, gdybyśmy ją spotkali. Mnie jest bardzo miło, gdy spotykam moich widzów i oni mają mi do powiedzenia coś konkretnego, np. że dzięki „Po Cudzemu” dowiedzieli się, jak poprawnie wymawiać „this” i „that” albo że przełamali barierę w mówieniu. Fajnie słyszeć, że moje odcinki oglądają całe rodziny, wspólnie. To nie wynika z tego, że ktoś mnie lubi albo że ja to ja, tylko z powodu treści, którą produkuję.

Jesteś obecna na wielu portalach społecznościowych. Korzystasz dość często ze Snapchata, za pomocą którego wiele osób popularnych odkrywa całą swoją prywatność, a Tobie udaje się tego uniknąć! Jak to zrobić?

Mówić tylko to, o czym się chce mówić. Nikt nie wie, gdzie mieszkam, z kim mieszkam, bo są pewne informacje, których nie chcę albo nie mogę zdradzić. Dzielę się tym, czym chcę się dzielić, ale również tym, co sama chciałabym usłyszeć od innych. Może to być coś zabawnego albo ciekawa refleksja lub spostrzeżenie – coś, co by mnie nie znudziło, a mnie jednak większość snapów nudzi.

„Prekursorka Vine” – tak mówią o Tobie w Internecie. Uważasz, że Vine będzie jeszcze popularny w Polsce, tak jak w USA?

Nie, myślę, że nie. To, co już mógł osiągnąć, to już osiągnął. Chociaż jeśli pojawi się jakiś twórca, który przyciągnie kolejną rzeszę odbiorców do tego medium, to może… Ale to musiałby być twórca, który się odnajduje w takim formacie, czyli tworzeniu krótkich, komediowych scenek, bo to jest główna gałąź Vine’a. Najbardziej znani użytkownicy to są właśnie twórcy komediowi. W Polsce Vine jest bardziej popularny, jeśli chodzi o DIY.
Tworzenie Vine’a jest trudne, szczególnie ta forma komediowa. Trzeba mieć scenariusz, pomysł. Dla mnie na początku to też nie było łatwe, ale starałam się oglądać innych i inspirować się najlepszymi. Bardzo mi się to spodobało. Z Vine’a korzystałam długo przed tym, jak zaczęłam korzystać ze Snapa czy robić kanał na YouTubie. Mogłam tam pokazać swoją inną twarz, ponieważ na blogu pisałam teksty edukacyjne, motywacyjne. Ludzie zaczęli mnie postrzegać jako dobrą ciocię, panią nauczycielkę, choć to nie był mój zamiar. A na Vinie mogłam się trochę powygłupiać, bo to też jest częścią mnie. Dzięki tworzeniu tych filmików nauczyłam się występowania przed kamerą oraz montażu. Wiesz, tam jest ważne nawet pół sekundy. Dzięki temu przy montażu odcinków było mi o wiele łatwiej.

Racja, bo słyszałam, że wszystko robisz sama. Wiele osób myśli, że za tym stoi sztab ludzi, a w rzeczywistości wcale tak nie jest!

Tak, tak. Jest tylko jedna rzecz, której nie robię sama – miksowania dźwięku. To etap całkowicie końcowy, ponieważ tym zajmuje się specjalista. Sama wszystko nagrywam, podkładam muzykę, ale prawie skończony odcinek wysyłam do specjalisty, który ten dźwięk szlifuje. Na moim kanale on powinien być dobrej jakości, ponieważ musi być wyraźnie słychać, jak wymawiam poszczególne dźwięki.

Czy działalność w mediach społecznościowych jest nieodłącznym elementem w tworzeniu kanału na YouTubie czy pisaniu bloga?

Można pisać bloga i nie działać w mediach społecznościowych, jednak ten blog znacznie wolniej będzie zyskiwał czytelników i ich grono będzie znacznie mniejsze niż gdybyśmy reklamowali go w mediach społecznościowych. Ja zaczęłam pisać bloga, dopiero po tym, jak zdobyłam publiczność na Twitterze. To właśnie oni namówili mnie, bym zaczęła blogować. Kiedy faktycznie zaczęłam to robić, to miałam już zaangażowaną społeczność, która to czytała. Oni udostępniali to dalej i zyskiwałam coraz więcej odbiorców. Jeśli nie ma się miejsca, gdzie można się tą działalnością podzielić, to trudno liczyć na ogromną liczbę czytelników czy widzów. Najpierw trzeba pokazać, że coś się stworzyło. Owszem, można pisać tylko dla rodziny i przyjaciół, ale zazwyczaj, jeśli już publikujemy coś w Internecie, to chcemy, żeby inni to czytali. Dlatego trzeba dbać o aktywność w Internecie i nie mam tu na myśli jedynie postów z linkami do naszych tekstów, tylko należy tam po prostu żyć.

No właśnie, ale czy umiesz się wyłączyć z życia na Facebooku, Twitterze, Snapie i zrobić sobie taki dzień, kiedy jesteś całkowicie niedostępna w Internecie? Czy to jest w ogóle możliwe?

Oczywiście, że tak!

Czyli praca w Internecie nie zmusza Cię do ciągłej aktywności?

Ale ja tego nie robię, bo muszę, tylko dlatego, że chcę. Gdybym nie chciała, to bym nie była aktywna. W ogóle wychodzę w życiu z założenia, że należy robić to, co się chce. Jest tylko kilka rzeczy, które trzeba – płacenie podatków, dbanie o swoje zdrowie, o ludzi wokół nas. A wszystko inne powinno się robić tylko z wewnętrznej potrzeby. Ja w Internecie jestem, bo chcę, a jak nie mam na to ochoty, to z niego nie korzystam.

A jak pewnego razu wstaniesz rano i pomyślisz, że ten YouTube już Ci nie daje radości, to przestaniesz nagrywać?

No tak! A dlaczego mam robić coś, czego nie chcę?

Jeśli jeszcze nie widziałeś kanału Arleny, to koniecznie powinieneś go odwiedzić. I pamiętaj, żeby zostawiać tam tylko miłe komentarze!

 

Arleno, dziękuję jeszcze raz na miłą rozmowę! Nasze spotkanie było dla mnie cennym doświadczeniem.  Życzę Ci dużo pasji i wytrwałości w realizacji swojej misji! 🙂