• Home
  • Wywiady
  • Wywiad z Tatianą Mindewicz-Puacz, część 1

Wywiad z Tatianą Mindewicz-Puacz, część 1

Poczekalnia w biurze na warszawskim Ursynowie. Siedzę na skórzanej kanapie, nieco zdenerwowana, miło gawędząc sobie z Adelą – asystentką Tatiany. Spoglądam przez okno i widzę wjeżdżający na parking samochód. „Spokojnie, Tatiana jest super! Uśmiechnięta, wyluzowana. Nie masz się czego bać.” przekonuje mnie Adela. Otwierają się drzwi i moim oczom ukazuje się pełna energii kobieta w soczysto różowej bluzce. Wita mnie i z wielkim uśmiechem podaje mi rękę. „Uff, chyba będzie dobrze.” pomyślałam, wchodząc na górę.

Tatiano, na początku chciałam Ci powiedzieć, że jesteś szalenie ciekawą osobą. Twoje osiągnięcia zawodowe są bardzo liczne. Zajmujesz się rozwojem osobistym, jesteś coachem, właścicielem firmy doradczej Task Force Consulting, prezesem fundacji FIRST, a obecnie również pełnisz funkcję jednej z mentorek w programie TVN „Projekt Lady”. Która forma działalność zawodowej daje Ci największą satysfakcję?

Pomimo, że wydają się one bardzo różne, to tak naprawdę mają ze sobą wiele wspólnego. Wszystkie rodzaje prowadzonej przeze mnie działalności dotyczą pracy z ludźmi, rozwoju osobistego lub zawodowego i różnych form pomagania (dzielenia się z innymi). Nawet w komercyjnej firmie Task Force Consulting, która specjalizuje się w doradztwie przy tworzeniu, efektywnych strategii komunikacyjnych, mocno propagujemy nasze hasło „Wszystko co i tak musisz robić, możesz robić z myślą o innych”. Trochę wypieramy archaiczny sposób myślenia, że Społeczna Odpowiedzialność Biznesu (CSR) czy Marketing Społeczny, to działania mało atrakcyjne, nudne i nieprzynoszące żadnych korzyści poza tym, że „coś tam” się zrobi pożytecznego. Tymczasem kampania społeczna, wewnętrzna impreza w firmie, czy dowolna akcja marketingowa może zawierać w sobie przemyślany, ciekawy akcent nakierowany na dany problem społeczny lub realnie wspierający innych. Krótko mówiąc, pomagać może każda firma, czy organizacja, a jeśli nie będzie to tylko spontaniczny gest, tylko przemyślane, profesjonalne działania, poza ogromną satysfakcją, osiągnięte zostaną wszystkie inne cele komunikacyjne. Realizowałam lub współtworzyłam wiele różnego rodzaju projektów społecznych, zarówno tych niezwiązanych z biznesem w żaden sposób jak np. „Wyloguj się do życia„, jak i tych finansowanych przez wielkie firmy jak np. „Strefa Rodzica. Budimex dzieciom.” Moim wielkim marzeniem związanym z tym obszarem działalności jest przekonanie ludzi decyzyjnych w firmach, fundacjach i organizacjach publicznych, żeby jak najszerzej korzystali z filozofii „dzielenia się” we wszystkim co robią. Moja firma każdego dnia stara się z zaangażowaniem propagować ten styl myślenia i pomagać swoim Klientom w tworzeniu i wdrażaniu zaawansowanych projektów odzwierciedlających jego kluczowe założenia. Fundacja FIRST zajmuje się dokładnie tym samym, tyle że w tym przypadku nie są to projekty w żaden sposób komercyjne, tylko działania non – profit skupione na rozwiązywaniu danych problemów społecznych z nastawieniem na budowanie świadomości lub zmianę postaw. Tak jak w przypadku wspomnianej akcji „Wyloguj się do życia”, poruszającej problem uzależnienia od Internetu u młodzieży, czy akcji „Alcosfery – picie w biznesklasie” pokazującej oblicze alkoholizmu w grupie HFA czyli tzw. wyskofunkcjonujących alkoholików.
Natomiast moja działalność pod marką PPM Tatiana Mindewicz Puacz (www.tatianamindewiczpuacz.pl) to już praca „bezpośrednio z człowiekiem”, bo przecież zawsze i wszędzie to ludzie decydują i to oni właśnie sprawiają, że świat zarówno ich własny, jak i ten zewnętrzny wygląda tak czy inaczej. Bez względu na to czy używam narzędzi psychoterapeutycznych, coachingowych, czy trenerskich, zawsze celem jest zainspirowanie Klienta do zmiany i towarzyszenie mu w procesie wdrażania jej w życie. Udział w programie Projekt Lady to aktywność ściśle związana z tym obszarem mojej działalności, choć w zupełnie nowych, nieco – powiedziałabym- show biznesowych okolicznościach.
Jak widzisz – choć wydaje się, że dużo różnych rzeczy – wszystkie mają wspólny mianownik: Ludzie, Rozwój, Pomaganie.

Czujesz się kobietą sukcesu?

Czuję się osobą dojrzałą i świadomą. Wiem, że szczęście nie jest stanem permanentnym. Umiem zadbać o to, żeby nie czuć się nieszczęśliwa, kiedy dotykają mnie jakieś trudności. Pracując już sporo czasu z ludźmi, widzę dużą ilość nieszczęść różnego kalibru. Wiesz, czasami ktoś czuje się szalenie nieszczęśliwy z tego powodu, że nie może polecieć w tym roku na Dominikanę, a kiedy indziej z tego powodu, że został pozbawiony środków do życia. Choć wydaje się, że to kosmicznie odległe od siebie stany, smutku nie należy oceniać. W mojej pracy nie można wartościować, które nieszczęście jest większe. Jeśli ktoś tak czuje, to najprawdopodobniej, w jego realnym świecie to stanowi problem.
Natomiast staram się przekazywać swoim Klientom bardzo pomocną umiejętność szukania innej perspektywy, czyli odnajdowania nowego spojrzenia na stare sprawy. To bardzo pomaga, choć nie oznacza, że na drugi dzień – jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – czujemy się wolni od problemów i szczęśliwsi. Sama też używam tej techniki, co pozwala mi zachowywać optymizm w trudnych sytuacjach.

Tym właśnie zajmuje się coaching? Żeby uczyć ludzi, jak radzić sobie w gorszych momentach, umieć wstać, otrzepać spodnie i iść dalej?

Coaching to przede wszystkim sztuka zadawania pytań. Tutaj bardziej niż w jakiejkolwiek innej dziedzinie związanej z rozwojem, zadaniem specjalisty jest słuchanie. To Klient jest skarbnicą pomysłów i rozwiązań, a rolą coacha jest jedynie uporządkowanie tych skarbów i pomoc w dotarciu do tych, które w osiąganiu zaplanowanych przez Klienta celów są najlepsze. W swojej pracy często mieszam narzędzia z różnych dziedzin, nie tylko w pracy indywidualnej, ale także podczas spotkań grupowych, czy wykładów połączonych z warsztatami. Bardzo przydaje się wiedza, zdobyta zarówno w trakcie studiów psychoterapeutycznych, umiejętności coacha, jak i to, czego nauczyłam się na kursach biznesowych poświęconych szkoleniu i rozwijaniu ludzi. Znacznie ważniejsze od tego, jaką metodą pracuje dany fachowiec, jest zbudowanie opartej na zaufaniu relacji i dostosowanie narzędzi do specyfiki problemu, a przede wszystkim do rodzaju zadania, jakie zostaje podczas sesji, czy warsztatu sformułowane. Są sytuacje, kiedy wystarczy zbudować silną motywacje, zainspirować do działania, ale kiedy jesteśmy zbyt mocno „zszyci” z własnymi przekonaniami, to trzeba sięgnąć głębiej. Wtedy, zanim rozpoczyna się pracę nad relacjami z innymi, trzeba przepracować tzw. relację ze sobą, czyli pomóc Klientowi w oderwaniu się od tego co mu nie służy, co podcina skrzydła. Do tego narzędzia coachingowe mogą okazać się niewystarczające, trzeba sięgnąć po elementy pracy psychoterapeutycznej.
Jestem za propagowaniem wielu różnych form pracy wzmacniającej potencjał i pozwalającej się rozwijać, jednak mój opór budzi wmawianie ludziom, że wszystko jest banalnie proste i wystarczy chcieć, żeby świat należał do nas.

Przecież coaching nie polega na tym, by powtórzyć komuś tysiąc razy „Jesteś zwycięzcą” i to ma pomóc.

Zdecydowanie nie! Choć zdarza się, że są osoby, którzy robią dużą karierę i przyzwoite pieniądze na takich prostych hasłach motywacyjnych i nazywają to coachingiem. Tak się dzieje, bo to jest ogromny rynek, ale jak mówiłam, ja tego nie popieram.

Teraz coaching jest po prostu modny. Panuje takie mylne przekonanie, że coaching to dziedzina, która zmierza do tego by zawsze być szczęśliwym, nie pozwalać sobie na smutne dni i gorsze momenty. To jest jednak niewykonalne w realnym życiu, gdzie otaczają nas przeróżne sytuacje i emocje, czasami lepsze, czasami gorsze. 

Trafiłaś w dziesiątkę. Od strony analizy funkcjonowania człowieka, psychoterapii to największa trudność w życiu polega na tym, że ludzie tych przykrych momentów unikają. Przecież to nie o to chodzi. Należy się z nimi zmierzyć i zrozumieć, że one pojawiają się tak samo, jak przyjemne uczucia. Jeśli zdarza nam się taki stan, to ani zapadanie się w nim, ani unikanie go nie zrobi nic z realnym problemem. Czasami jest przykro, ale z tego przykro mogą wynikać dla nas pytania: „Jak się czuję?”, „Czym to jest spowodowane?” „Co na ten temat myślałam?, a potem „Co z tym zrobiłam?” i wtedy faktycznie motywacja, złapanie wiatru w skrzydła, pomoc innym ludzi ma sens, ale wypieranie tego to jakby wypierać rzeczywistość.

Czy są tacy klienci, których nie da się zmotywować? Wiesz, to już wasze kolejne spotkanie i nie idzie, po prostu nie idzie.

Mam taki styl pracy, który bardzo sobie cenię, że na dwóch pierwszych sesjach angażuję Klienta w odpowiedzialność za cel naszej wspólnej pracy. W innym przypadku nie ma to sensu, szkoda jego czasu i pieniędzy. Wcześniej, kiedy pracowałam głównie jako psychoterapeuta robiłam dokładnie to samo – tego nauczyli mnie mistrzowie, od których miałam przyjemność się uczyć. Bajką jest to, że psychoterapeuta lub coach to specjalista od gotowych rozwiązań, który sam coś zmieni w Kliencie. To mit, który trzeba jak najszerzej obalać. Jak powtarzał Profesor Jerzy Mellibruda, podczas moich studiów psychoterapeutycznych – my pomagamy w poszukiwaniach tych rozwiązań. Osobą, która ma w sobie to, co potrzebne, żeby działać jest Klient, tylko czasami sam nie potrafi tego odnaleźć, lub jest tak przytłoczony doświadczeniami i przykrymi uczuciami, że nie potrafi dotrzeć do swoich wewnętrznych zasobów. Zdarzało się często, że Klient przychodził i opowiadał o żonie, teściowej lub szefie oczekując, że nad zmianą ich zachowań popracujemy.☺ Starałam się wówczas bardzo szybko uświadomić Klientowi, że nad tym, z co najmniej z dwóch powodów, nie możemy tak pracować. Po pierwsze, nie ma tu tych osób, a po drugie, to nie na tym to polega. Tę wiedzę warto przekazać tym, którzy szukają coacha czy terapeuty po to, żeby ich „ocalił”, nałożył „płaszczyk ochronny” przed światem. Tymczasem, ludzie wokół nas będą zawsze i to nie ich, a siebie (swój stosunek do innych) musimy zmienić, jeśli chcemy żyć lepiej. Jeśli ktoś trafia do specjalisty, który wchodzi w rolę cudotwórcy… trzeba jak najszybciej uciekać.

Czy przyjacielska relacja z klientem w trakcie sesji coachingowej pomaga czy utrudnia?

Tego nawet nie wolno robić. A już z pewnością to nie pomaga. W przypadku szkolenia, warsztatu, czy treningu relacje koleżeńskie nie są dużą przeszkodą, jeśli obie strony wiedzą „po co przyszły”. W przypadku coachingu nie zaleca się tego, a w psychoterapii jest to wykluczone. Przede wszystkim dlatego, że kontakt psychoterapeuta – Klient nie jest symetryczny i nadużywanie tego faktu jest bardzo nieetyczne. Cała uwaga, skupienie i praca psychoterapeutyczna powinny służyć wzmacnianiu Klienta i budowaniu w nim poczucia sprawczości. Jeszcze pół roku po zakończeniu terapii nie powinno się utrzymywać kontaktów prywatnych o żadnym charakterze ze swoim Klientem.
W pracy treningowej, w procesach rozwojowych jest dużo większa tolerancja, jeśli chodzi o kontakty koleżeńskie. Trzeba tylko pamiętać, że kiedy atmosfera jest zbyt swobodna – umykają cele. Choć wszyscy moim znajomi wiedzą, czym się zajmuję, staram się nie przekraczać granicy i jeśli nawet coś doradzam – robię to w zupełnie innej formie niż w pracy zawodowej.
A już z pewnością nie terapeutyzuję ani nie coachuję moich przyjaciółek czy koleżanek. Mimo tego, że często babski wieczór kończy się pytaniami czy radami, to jestem wtedy przede wszystkim kobietą i w takim samym stopniu radzę, co tych rad słucham.

Jakie cechy są potrzebne by zostać coachem? Otwarty umysł, umiejętność zrozumienia drugiego człowieka, co jeszcze?

Ciężkie pytanie. Moim zdaniem trzeba mieć otwartość i ciekawość ludzi, ale najważniejsza jest umiejętność słuchania i wykluczenie pokus związanych z ocenianiem innych. Trzeba się też pozbawić chęci naprawiania „kogoś” lub „za kogoś”. Dobry coach potrafi zostawić swoje własne ego z boku i pozbawić się iluzji że „wie lepiej” od klienta.

Co łączy psychologię, psychoterapię i coaching? Bycie coachem nie wymaga ukończenia psychologii, prawda? A czy psychoterapeuta to to samo co psycholog?

Tak, bardzo często te dziedziny w powszechnym odbiorze są mieszane, więc biedni Klienci muszą mieć spory bałagan w głowie. Coachem można zostać po kursie, najlepiej takim, którego ukończenie wiąże się z egzaminem, certyfikacją. Psycholog musi skończyć studia magisterskie, ale ich ukończenie nie daje mu uprawnień do pracy psychoterapeutycznej. Ma wiedzę niezbędną do udzielania wsparcia psychologicznego, może realizować badania, uczestniczyć w diagnozowaniu itd. Psychoterapeuta dopiero po studiach o kierunku humanistycznym (nie musi to być psychologia), musi ukończyć profesjonalne szkolenie, minimum czteroletnie, zakończone egzaminem. Co jest bardzo ważne, program takiego szkolenia poza zdobyciem konkretnej wiedzy uprawniającej do prowadzenie terapii, zakłada także ukończenie własnej psychoterapii oraz pracę z superwizorem.
Wszystkie te dziedziny łączy koncentracja na pomaganiu ludziom w osiąganiu przez nich różnego rodzaju celów, wydobywaniu się z trudności, a w przypadku psychoterapii, może także dotyczyć leczenia zaburzeń. Moja droga edukacyjna zaczynała się od ukończenia studiów dziennikarskich na Uniwersytecie Warszawskim, potem certyfikowanego kursu coachingu ICC (International Coaching Community), a później profesjonalnych, pięcioletnich studiów dla psychoterapeutów w Instytucie Psychologii Zdrowia. Uzupełniałam swoje wykształcenie o kursy tematyczne w kraju i zagranicą. Podczas konferencji „The Evolution of Psychotherapy” zorganizowanej przez The Milton H.Erickson Foundation w Kalifornii, miałam okazję poznać rynek coachingowo-terapeutyczny
w kolebce dziedziny, czyli w Ameryce i zobaczyć podczas wykładów takich mistrzów jak Irvin Yalom, Judith Beck czy w przypadku coachingu Robert Dilts.
To, co mnie tam najbardziej zachwyciło, to różnorodność oferty, brak konfliktów pomiędzy tymi przenikającymi się dziedzinami i wielka otwartość Klientów na korzystanie z różnych form wsparcia. Tam nikt nie boi się iść do psychologa, psychoterapeuty czy coacha, bo wie, że to mądre, dojrzałe, a nie wstydliwe czy krepujące, a przede wszystkim, że to realnie pomaga. Czekam na takie czasy w Polsce.

Twoimi klientami są osoby, które chcą coś zmienić w życiu, jaki w karierze?

Tak. Teraz bardzo mało pracuję w sesjach indywidualnych. Dużo więcej robię i będę robiła wykładów, warsztatów, seminariów. Współpracuję z wieloma fantastycznymi, świetnie wykształconymi i dobrze przygotowanymi osobami, są wśród nich zarówno psychoterapeuci i coachowie, jak i szkoleniowcy. To wielki potencjał i daje szansę dotarcia z ofertą do dużej grupy osób. Jeśli chodzi o biznes, uczestniczę (i robię to z wielką pasją) w różnego rodzaju procesach rozwojowych, głównie w takich obszarach, jak komunikacja, sprzedaż, negocjacje.

Prowadzisz tylko zamknięte wykłady dla konkretnej grupy osób, czy istnieje coś takiego jak otwarty wykład, na który można kupić bilet?

Teraz układam ofertę równolegle do kilku rodzajów spotkań i nie ukrywam, że jest to ciężka praca w dzikim tempie. Udział w Projekcie Lady trochę zachwiał mój plan pracy, ale tylko na chwilę, bo już 18 października będę występowała z Brianem Tracy w Lublinie podczas wydarzenia „Zostań mistrzem negocjacji” . To otwarta, biznesowa konferencja, każdy kto jest gotów inwestować w rozwój zawodowy, a jego praca związana jest z negocjowaniem, powinien z tej możliwości skorzystać. To oczywiście inna formuła niż studia, ale w bardzo skondensowany sposób dostarcza wiedzy i wskazuje kierunki dalszej pracy. Planuje też spotkanie w Warszawie, także otwarte, ale mniej biznesowe, na granicy tematów związanych z rozwojem osobistym i zawodowym. Wkrótce na moim fanpage i stronie www.tatianamindewiczpuacz.pl będziemy je zapowiadać.☺

Czy występowanie w mediach, na przykład udział w Projekcie Lady, pomaga Twojej karierze? Czy dzięki temu masz więcej klientów, zwiększyło się zainteresowanie Twoją firmą?

Ponieważ już od wielu lat udzielam się w mediach, dotychczas głównie jako ekspert do spraw komunikacji lub kampanii społecznych, zdążyłam je nieco poznać. Jednak specyfika show biznesu jest zupełnie inna niż programów informacyjnych
i to faktycznie dla mnie kompletna nowość. Nie znajduję jeszcze przełożenia na biznes związany z działalnością Task Force Consulting, ale z pewnością udział w Projekcie Lady uświadomił mi, jak bardzo potrzebne są warsztaty i inne formy wspierające rozwój nie tylko środowiskom biznesowym. Jest wiele osób mających potrzebę korzystania z profesjonalnego wsparcia po to, żeby się rozwijać, poprawić jakość własnego życia. Bardzo cennym doświadczeniem była praca z młodymi kobietami, uczestniczkami Projektu Lady.

Kim jest dama dzisiaj?

Pewnie wypowiedź Ireny (przyp. red. Irena Kamińska – Radomska, jedna z mentorek w programie „Projekt Lady”) byłaby tutaj bardziej merytoryczna. Jeśli jednak chodzi o moje zdanie – dama to taka kobieta, która nie rezygnując ze swojej kobiecości, ze swojego wdzięku potrafi jednocześnie sama się realizować i zadbać o siebie, odnaleźć się w różnych sytuacjach.

Czujesz się damą?

Czasami. Umiem nią być, ale nie zawsze o tym pamiętam.

 

Druga część wywiadu już wkrótce. Będzie między innymi o tym, jaki kierunek studiów wybrać, czy w dzisiejszym świecie mają one jakiekolwiek znaczenie i dlaczego praktyka jest równie ważna jak wiedza teoretyczna! 

  • Po przeczytaniu tej części wywiadu z panią Tatianą odnoszę wrażenie, że macie ze sobą trochę wspólnego i jesteście pokrewnymi duszami jeśli chodzi o podejście do życia i otaczającego nas świata oraz radzenia sobie z problemami. Zadałaś naprawdę mądre i ciekawe a co najważniejsze przydatne pytania! Z niecierpliwością czekam na drugą część wywiadu (w przyszłym roku zaczynam studia a totalnie nie mam na nie pomysłu!) myślę, że na pewno coś z niego wyciągnę tak jak z tej części 🙂
    Buziaki :*

  • Mar lena

    Jestem pod ogromnym wrażeniem dojrzałości przeprowadzonej rozmowy…. Pomimo, że prowadziła go młoda osoba, nie odczuwa się tego w żaden sposób. Pytania ciekawe, wnikliwe, zaskakujące… Z niecierpliwością czekam na część drugą i z tego miejsca życzę jeszcze więcej sukcesów i nieustająco rozwijających się pasji

    • Karolina

      Dziękuję bardzo. Nie wiesz nawet, jak ogromną radość sprawiają mi komentarze na blogu. Świadomość tego, że ktoś zechciał znaleźć chwilę by go napisać jest wspaniała. Mam nadzieję, że zajrzysz również, gdy pojawi się kolejna część. Pozdrawiam! 🙂

  • Michalina

    Brawo Karolina! Świetny wywiad, jestem pod ogromnym wrażeniem 🙂

    • Karolina

      Dziękuję, Misiu! Jeeest mi bardzo miło <3

  • Pingback: Dwuczęściowy wywiad z Tatianą Mindewicz-Puacz dla Wanataka.pl | Strona Tatiany Mindewicz-Puacz()