• Home
  • Wywiady
  • Wywiad z Tatianą Mindewicz-Puacz, część 2

Wywiad z Tatianą Mindewicz-Puacz, część 2

Pierwszą część wywiadu znajdziesz tutaj.

Jesteś absolwentką dziennikarstwa. Czy w czasie studiów już wiedziałaś, że będziesz się zajmować coachingiem?

Nawet mi to nie przyszło do głowy. Dziennikarstwo było na samym początku,  to moje pierwsze studia. W dodatku uczyłam się pracując jednocześnie, bo byłam młodą mamą samotnie wychowującą synka i poza edukacją musiałam też zadbać
o to, żebyśmy mieli z czego żyć. Mój dzień nie wyglądał różowo, wstawałam o 6 rano, bo mieszkałam na Bródnie, a pracowałam w biurze reklamy, tygodnika Motor na dalekiej Pradze. Żeby zdążyć do biura na 8.15, a po drodze zostawić Bartka w żłobku, musiałam mieć bardzo precyzyjnie obmyślony plan. Chwila nieuwagi i zamiast dwóch przesiadek zaliczałam cztery, co biorąc pod uwagę ówczesne spacerówki… było pewnego rodzaju wyzwaniem. Ale paradoksalnie tamten trudny okres był chyba najbardziej decydujący dla moich przyszłych wyborów, także zawodowych.
Nie wiedziałam wówczas czym jest coaching, bo chyba nikt w Polsce tego jeszcze nie wiedział, ale bardzo często, kiedy „podpierałam się nosem”, mówiłam sobie cichutko „Od tego się nie umiera, dam radę”. Pamiętam bardzo dobrze jeden taki dzień. Niespełna dwuletni synuś się rozchorował, pognałam rano do przychodni, a potem staliśmy w kilometrowej kolejce, on z temperaturą ponad 39 stopni, ja też w coraz w gorszej formie (jak się potem okazało oboje mieliśmy różyczkę). Usiłowałam poprosić Panie w rejestracji, żeby nas lekarz przyjął trochę wcześniej. W odpowiedzi usłyszałam, że skoro byłam na tyle dorosła, żeby urodzić dziecko, to z pewnością poradzę sobie także z tym, żeby postać dwie godziny i poczekać na swoją kolej. Najpierw ze łzami w oczach zapadłam się w krzesło na korytarzu, a potem nastąpiła zmiana, którą dzisiaj nazwałabym „punktem zwrotnym”. Zacisnęłam zęby, przytuliłam synka i obiecałam sobie „Nie ma opcji! Nie będę do końca życia tak funkcjonować!”. Całej historii nie opowiem, bo jest naprawdę długa i Twoi czytelnicy mogliby przysnąć, ale od tego momentu, zaczęła się moja droga do lepszego życia.
Pierwszym krokiem było złożenie papierów na Uniwersytet Warszawski, na Wydział Dziennikarstwa i Nauk Politycznych, kolejnym udział w rekrutacji do Radia Kolor. Marzyłam o tym, żeby pracować jako dziennikarz, ale wiedziałam, że tylko pracując w biurze reklamy mogę nas utrzymać. Dlatego postanowiłam najpierw nauczyć się zarabiania, a marzenia na chwilę odłożyć na półkę. Radio Kolor było wtedy jedną z 3 komercyjnych stacji na rynku, mieliśmy świetny zespół, nie miało znaczenia czym się kto zajmuje, wszyscy pracowaliśmy na sukces stacji, wspieraliśmy się wzajemnie, ucząc się warsztatu od najlepszych. Nie wszyscy pamiętają te czasy, ale początki Radia Kolor to okres, w którym w stację zaangażowani byli Wojciech Mann, Krzysztof Materna, czy Grzegorz Wasowski. Przebywanie z takimi autorytetami było dla nas – młodych, zdolnych, ale jeszcze nieopierzonych zawodowo ludzi – połączeniem magii, ekscytacji i nieprawdopodobnego doświadczenia. Choć pracowaliśmy wszyscy bardzo ciężko, była to praca, o której młody człowiek marzy – pełna pasji, dostarczająca adrenaliny pozwalająca rozwijać skrzydła. Nasza paczka „starego Koloru” do dzisiaj spotyka się raz na jakiś czas, zazwyczaj jak przyjeżdża z Kalifornii nasza przyjaciółka i dobra dusza integracji – Magda Gacyk. Choć każdy jest zawodowo i życiowo w innym miejscu, zawsze mamy o czym rozmawiać, lubimy się i szanujemy. To ma wielką wartość.
Trochę się rozmarzyłam, wzruszyłam… ale chciałam tylko podkreślić, że czas młodości, studiów, pierwszej pracy – nawet kiedy jest masa innych obowiązków na głowie – to fantastyczny okres i trzeba go naprawdę pielęgnować. Każde doświadczenie może potem zaprocentować w życiu, nawet jeśli zdecydujemy, że chcemy robić zupełnie coś innego niż zakładaliśmy składając papiery na daną uczelnie lub CV do pracy.

Twój przykład pokazuje, że to jakie studia skończymy w młodości jako pierwsze, nie ukierunkowuje nas już zawodowo na całe życie. 

Dokładnie. Wybór kierunku studiów to ważny krok, ale w moim odczuciu nie oznacza, że nie ma odwrotu i jak już podjęliśmy decyzję, jesteśmy skazani na uprawianie zawodu, który nam się w wieku 20 lat wydawał najlepszy. Jeśli od dzieciństwa marzymy o tym, żeby coś konkretnego robić – super, podążajmy za tym i wybierajmy studia, które nas do tych marzeń przybliżają. Jednak kiedy nie mamy pewności co wybrać, bo kilka rzeczy wydaje się nam ciekawe lub zwyczajnie zmienia nam się optyka pod wpływem doświadczeń – to nie jest dramat, a jedynie sygnał, że trzeba szukać, próbować. W moim przypadku, pewność, że to co robię ma sens przychodziła etapami. Z perspektywy czasu, każda wykonywana praca była ciekawa, wnosiła coś nowego lub ugruntowywała stare. Myślę, że podobnie jak w rozwoju osobistym, w budowaniu kariery najważniejsze jest nie bać próbować nowych rzeczy i wyciągać wnioski. To nie znaczy, że trzeba co sekundę zmieniać zdanie, przeciwnie – żeby dobrze zanalizować dany etap, trzeba mieć poczucie, że się go rozumie, że domknęło się konkretne zadania. Moje kolejne studia, czy rozwijanie kompetencji w nowych obszarach zawodowych nie były skutkiem spontanicznych decyzji, tylko potrzebą pogłębiania wiedzy, poszukiwaniem kolejnych możliwości robienia tego, co daje mi największą satysfakcję, a jednocześnie wzmacnia niezależność. Przez pierwszych kilka lat uczyłam się mechanizmów sprzedaży, reklamy, marketingu w mediach komercyjnych – najpierw w prasie, potem w radiu, a na końcu w telewizji. Ta cenna lekcja pokazała mi, że biznes to przede wszystkim komunikacja i nie da się oderwać narzędzi od ludzi, to oni podejmują decyzję. Odchodząc z mediów i otwierając firmę wiedziałam, że chcę te procesy komunikacyjne rozumieć coraz lepiej, że chcę oferować moim Klientom usługę, która jest dowodem na to, że ludzie zaangażowani w dany proces komunikacyjny chętniej kupują produkt (lub usługę), jeśli utożsamiają się z filozofią danej marki. Tworzyliśmy i wdrażaliśmy projekty o charakterze public relations (PR), a potem projekty społeczne (CSR). Po kilku latach przyszedł czas na kolejny krok. Wiedziałam już, jaki jest potencjał w projektach społecznych, znałam public relations od podszewki, ale nadal ciekawiło mnie jak to się dzieje, że niektórzy ludzie są znacznie skuteczniejsi od innych w tym, co robią. Szkoląc wówczas głównie z komunikacji masowej i relacji z mediami, odkrywałam, że wielu ludzi bardzo sprawnych zawodowo – prywatnie nie myśli o sobie tak dobrze, jak by się mogło wydawać. Bardzo często sukces na jednym polu, okupiony był wysokimi kosztami na innym. Poszukując sposobów wsparcia i rozwijania moich Klientów trafiłam na coaching, zainspirowana nową wówczas dziedziną – zapisałam się na certyfikowany kurs. Wtedy dopiero zrozumiałam, że tak naprawdę wszystko zaczyna się od człowieka i na nim się kończy. Wszystkie dziedziny, nie tylko marketing, sprzedaż, reklama czy public relations łączy jedno – skuteczne lub nieskuteczne działania konkretnych ludzi. Od ich nastawienia, motywacji, a dopiero potem umiejętności zależy to, czy coś się udaje, czy nie. Oczywiście to duży skrót myślowy, ale nie ma w nim nieprawdy. Człowiek jest najważniejszym ogniwem każdego procesu, a relacje międzyludzkie kształtują rzeczywistość. Jak widzisz, nie miałam wyjścia, kolejna musiała być psychoterapia. 😀 Tym, którzy się boją, że na naukę jest już za późno, chciałabym powiedzieć, że decydując się na studia w Instytucie Psychologii Zdrowia miałam 37 lat.

Jakiej złotej rady udzieliłabyś moim nastoletnim czytelnikom, którzy stoją przed tą ogromną ofertą uczelni, uniwersytetów i po prostu nie wiedzą co mają dalej począć.

Pierwsza rzecz – jak najwcześniej zacząć „coś robić”, czyli pracować. W każdej wolnej chwili, zdalnie, niezdalnie – zdobywać doświadczenie. Nie ma takich studiów, które realnie przygotują do pracy. Poprzez uczestniczenie w różnego rodzaju stażach, inicjatywach można posmakować, czym naprawdę jest dorosłe życie. Tak długo, jak naszą wiedzę weryfikują jedynie stopnie, egzaminy lub opinia wykładowców – nie mamy pojęcia o tym, co to znaczy pracować. Bardzo często młodzi ludzie po świetnych studiach, znający języki obce, pewni siebie i nastawieni na podbój świata kompletnie nie potrafią przełożyć swoich umiejętności na życie i kiedy przychodzi im zmierzyć się z sytuacją stresową w firmie mają „łzy na końcu nosa”. Rynek zawodowy to jest kompletnie co innego niż studia, atmosfera uczelni. Klientem jest pracodawca i klientem jest pracownik. Dosyć szybko należy zbudować asertywną postawę, ale nie wolno jej mylić z postawą roszczeniową.
Im lepiej jesteśmy w stanie odnaleźć się w miejscu pracy, pokazać co mamy do zaoferowania, przekonać osoby decyzyjne, że potrafimy znajdować rozwiązania a nie szukać przeszkód i problemów – tym szybciej możemy oczekiwać awansu.  Dzisiaj znacznie cenniejsze od wykształcenia kierunkowego, jest zaangażowanie, samodzielność i umiejętność współpracy w zespole. Natomiast poszukując zatrudnienia, nawet w formie stażu, warto się w pierwszej kolejności przygotować do rozmowy kwalifikacyjnej. Zamiast opowiadać o tym, ile konspektów napisaliśmy oraz podkreślać, że tak naprawdę to „chcemy się przede wszystkim rozwijać”- trzeba dokładnie wiedzieć, czym się zajmuje firma, w której chcemy się znaleźć, poczytać o jej celach, projektach. Na przyszłego szefa znacznie lepiej działają argumenty, które pokazują, że ma do czynienia z osobą, pragnącą coś do firmy „wnieść”, a nie jedynie „wynieść”. Relacja staje się wówczas już na starcie bardziej partnerska. Zamiast przez pół godziny opowiadać o szkole i marzeniach, proponuję wybrać te rzeczy, z których naprawdę jesteśmy dumni i które mówią coś o naszych cechach. Potem, w miejsce regułki „mogę pracować nawet za darmo, byle się czegoś nauczyć” zaproponować „wiem, że muszę się dużo nauczyć ale angażuję się stuprocentowo w to, co robię i nie zniechęcam się łatwo. Jeśli pozwoli mi Pan/Pani spróbować – mogę przez dwa miesiące pracować za symboliczne pieniądze, ale jeśli się sprawdzę, chciałabym, żeby to była znacznie większa stawka” .
W ten sposób zawsze zyskujemy, bo sami mamy wyżej postawioną poprzeczkę, a pracodawca wie, że „ten stażysta” nie poprzestanie na parzeniu kawy i lataniu do sklepu, nawet jeśli od tego zacznie. Tymczasem, często wyobrażenie młodych ludzi o stażach, jak i firm o stażystach –  niewiele ma wspólnego z rzeczywistością.
W efekcie każda ze stron może być rozczarowana.

Zgadzam się całkowicie! Sama robiąc mój pierwszy projekt społeczny zauważyłam jak praktyka jest ważna i jak wiele uczy.

Ludzie powinni mieć dwie ważne szuflady, o które należy dbać, jak o nic innego na świecie. Jedna o nazwie „idealistyczne podejście”, a druga z napisem „proza życia”. Każda z nich ma bardzo ważną zawartość, do której w odpowiednich momentach trzeba sięgać. „Idealistyczne podejście” sprawia, że chce nam się „góry przenosić”, mamy nieustającą nadzieję i siłę do spełniania marzeń. „Proza życia” uczy nas, że nie wystarczą dobre chęci, że liczy się determinacja, ciężka praca oraz, że nie jesteśmy na świecie sami i chcąc realizować swoje pasje musimy uwzględniać cały kontekst danej sytuacji. To, co powiedziałaś jest niezwykle ważne. Uczenie się przez praktykę to zupełnie inny rodzaj uczenia się niż ten znany ze szkoły. Takich praktyk trzeba odbyć kilka, żeby się zorientować, że idealizacja na temat „jakiejś firmy” w głowie młodej osoby, niewiele ma wspólnego z rzeczywistością. Nie wolno się zrażać tym, co zastajemy na miejscu ale i nie koloryzować faktów jeśli jest naprawdę źle. Dobrze robić swoje zadania, starać się wykazywać inicjatywą i sumiennością – bo to, nawet jeśli zdecydujemy się iść dalej – tylko zaprocentuje. Nie uciekać po każdej stresującej sytuacji ale i nie siedzieć przez rok na stażu bez przyszłości. Próbować, analizować – wyciągać wnioski. Nie martwiąc się na zapas…. bo zarówno studia jak i pracę może przecież zmieniać!☺

 

Tatianę możecie śledzić na jej Facebooku. Już niedługo znajdziecie u niej wiele nowości. Bądźcie czujni! 😀

Tatiano, dziękuję. Nasza rozmowa, nie tylko szalenie mnie zainspirowała, ale również utwierdziła w przekonaniu, że mając tak wiele osiągnięć zawodowych, można pozostać fantastyczną babką z ogromnym poczuciem humoru i dystansu do siebie. Mam nadzieję, że w przyszłości jeszcze nie raz będziemy miały okazję się spotkać.